-

OjciecDyrektor : Kiedy bogowie zorientowali się, że nie zdołają ukryć wszystkich swoich szwindli, stworzyli ekonomistów.

Paraszka - 1268m

21 czerwca, sobota. Wstaję o 2, ale wychodzę dopiero o 6.30. Dlaczego? Bo organizm mnie się rozregulował w wyniku braku snu przez 36h. No ale się pozbierałem i idę na Paraszkę. To jedna z najwyższych gór Beskidu Skolskiego - 1268m.

 Jest bezchmurnie. Nawet wiatr nie dokucza. Trasa prowadzi z początku obwodnicą Skole. Skręcam przy południowym końcu miasteczka w prawo. Jest zresztą napis, że tędy na Paraszkę. Dochodzę do ogrodzonej polanki rekreacyjnej z dwoma domkami. Bramy nie ma, więc śmiało wchodzę. Po prawej jakaś drewniana kładka i tablica, że tu jest ścieżka przyrodnicza. To jest właśnie szlak na Paraszkę. Zrazu bardzo stromo. Po niedługim czasie dochodzi z prawej stara wersja szlaku żółtego na Paraszkę. Na mapy.com i na mapie ukraińskiej idzie on takim zakolem, przez co jest łagodniejszy, ale ja tradycyjnie przegapiłem jego odejście w prawo, przed polanką rekreacyjną i dzięki temu skróciłem sobie drogę. Potem dalej dość stromo i kamieniście, ale do wytrzymania.

Gdy z prawej dochodzi czerwony szlak z północnego krańca Skole, to szlak robi się bajkowy. A wszystko za sprawą cudownego, mieszanego lasu, z dużą ilością dużych, grubych drzew - zwłaszcza świerków, choć buki mają najdziwaczniejsze kształty pni. Do tego teren się wypłaszcza i idzie się prawie jak w zwykłym nizinnym lesie. Jesienią tu musi być cudownie. Mało jest takich lasów w Karpatach Ukraińskich, więc tym milsze zaskoczenie. Ten bajkowy las ciągnie się aż do grzbietu, biegnącego od Korczanki do Paraszki. Ostatni odcinek tego lasu jest bardzo bardzo stromy, ale buki osładzają wysiłek. Zresztą jak się stromiznę pokona w wolniejszym tempie, a nie na 100% mocy, to nie jest taka wyczerpująca.

Po drodze minąłem 4 osoby - 3 kobiety i jednego mężczyznę. Dwie kobiety tradycyjnie gadały ze sobą, a ta trzecia gadała przez telefon. Skutecznie psuły ciszę poranną i zakłócały śpiew ptaków. Pewnie znowu zarobię opinię mizogina, ale jak się kobietom nie powie wprost, że coś jest nie halo, to się nie domyślą. A jak im się powie, to jeszcze strzelą focha, jak ja śmiałem im zwrócić uwagę. No więc zaciskam zęby i nie zwracam uwagi. Wyprzedziłem je i mam spokój. Z kolei ten mężczyzna to taki chyba student był. Dość wysoki, szczupły, długie nogi i dwa kijki. Po prostu pająk. Wyminąłem go tylko dlatego, że spłoszył zwierzynę. Myślał, że to niedzwiedź, ale z jego opisu futra wynikało, że to raczej sarna. Zresztą, gdyby to był niedzwiedź, to na banki imigrant z Polski, a z takim gościem zwyczajnie mógłby nie przeżyć spotkania, bo misie z Polski to mocno znerwicowane istoty. Sam kiedyś jednego takiego  spotkałem, podchodząc pod Magurę Stuposiańską w Bieszczadach. Nogi miałem jak z waty. Przeżyłem tylko dlatego, że nie uciekłem. Miś to zauważył, a raczej poczuł, bo była gęsta mgła i kontaktu zwrokowego nie mieliśmy (całe szczeście). No i zwyczajnie po 2 minutach wściekłego ujadania, jak puma lub inny wściekły dziki kot, odpuścił sobie i zbiegł ze zbocza gdzieś w bok. Tak wyglądają typowe spotkania "znienacka" z misiami z Polski. Ten młody chłopak później mnie wyprzedził, to znaczy ja w końcu sobie odpuściłem i powiedziałem sobie, że nie mogę się zaorać tylko dlatego, że mam ambicję, aby mnie nikt nie wyprzedził. To moja pierwsza trasa i ma być relaks. Pod samą Paraszką, gdy schodził, pogadaliśmy sobie trochę. On był z Kijowa. Przyjechał na weekend. Jak to? Z Kijowa? No tak. Wsiada w piątek do pociągu, jedzie przez noc, a rano w sobotę rusza prosto z dworca na trasę. Zaimponował mi, bo ja po takim tripie w pociągu, nawet w sypialnym, byłbym zdeka "nie przygotowany".

Wychodząc z tego bajkowego lasu na połoniny poczułem zimny wiaterek. Rozglądam się, jaka jest widoczność. Na północnej sttonie horyzont trochę zamglony, a niebo zdeka opalowe, zamiast błękitnego. Ale po południowej stronie widzę wyraźnie Pikuja 1408m i połoninę Borżawę 1680m. Dziwne. Po 30 minutach pojawiają się drobne chmurki i widoczność jest lepsza, a nawet mogę powiedzieć, że bardzo dobra. Widocznie te zamglenie to efekt podniesienia się pary wodnej, która zaczęła potem kondensować w chmurkach. Główny grzbiet Korczanka-Paraszka w zasadzie nie jest połoniną. To są resztki połonin, które pożera las. Oczywiście w wielu miejscach, nie pożartych przez świerki, odsłaniają się piękne widoki, ale prawda jest taka, że za kilkadziesiąt lat będzie pozamiatane. Ostanie się jedynie sam wierzchołek Paraszki, bo kopuła jego to sama połonina, bez żadnego świerka. No ale póki co cieszę się, że inauguracyjna wycieczka sezonu 2025 przebiega tak doskonale.

W drodze na Paraszkę  są w zasadzie tylko dwa poważniejsze szczyty - Zelena i Tymkiw Wierch. Oba ponad 1200m. Ale wejść trzeba tylko na Zelenę, bo Tymkiw Wierch szkak trawersuje od południa po widokowej połoninie. Ten szczyt to jakieś kuriozum. Północna połowa pokryta lasem aż do wierzchołka, a południowa to czysta połonina. Do tego ma ostrą, stożkowatą sylwetkę. Nigdy takiego cudaka nie widziałem. Na mapy.com jest zaznaczona ścieżla wiodąca na ten szczyt, ale ja jej w terenie nie widziałem. Przed samą Paraszką zrobiłem sobie popas. Po prostu byłem już głodny, a poza tym łąka była bardzo widokowa i zaciszna od wiatru. A obawiałem się, że na Paraszce będzie mocno wiało. Jedzenie w takich warunkach byłoby mało komfortowe.

Podczas popasu mijają mnie te trzy dziewczyny. W końcu po 30 minutach ruszam. Podchodziłem na 60-70% mocy, więc te mocne podejście nie było dla mnie odczuwalne. Na Paraszce od północy wiał dość mocny, zimny wiatr. Na szczęście można było się schować od niego na południowym stoku. Gdy wszedłem były tylko dwie turystyki, ale dość cicho siedziały. Późnej, po 30 minutach, zaczęły przybywać inne pary, ale po początkowym głośnym entuzjazmie i one siedziały cicho. Zresztą jak tu nie siedzieć cicho, gdy widzi się taką panoramę. Zwłaszcza na południe. Magiczna! Plątanina szczytów na 5-10 planach. W nieskończoność niemalże. Przez lornetkę widok hionotyzuje. Nie można oderwać się od niej. Widać całe Beskidy Skolskie, a za nimi wyłaniają się tzw. Niskie Gorgany, a nawet chyba i te właściwe, wysokie, jak Arszyca 1585m, czy Jajko Ilemskie 1685m. Nie jestem w stanie tego z całą pewnością stwierdzić, bo w tym gąszczu trudno się zorientować. Nawet mapa przeglądowa 1:300.000 nie wyjaśnia wszystkiego. Są takie złudzenia optyczne, że człowiek bierze Czarną Repę za przedłużenie połoniny Borżawy (ta pierwsza jest na lewo od szczytu Trościan 1235m, a ta druga na prawo). Wiem, że przedłużenie Borżawy to połonina Kuk, ale ona odchodzi na południe i zwyczajnie jej nie widać. Czarna Repa zagina się na wschód i idealnie pasuje jako część Borżawy.

Paraszka jest na tej samej szerokości geograficznej co grupa Tarnicy w polskich Bieszczadach. Widać ją na zachodzie z boku. Kińczyk Bukowski, Halicz i Krzemieniec dziwnie wyglądają. 
Siedzę na Paraszce 1,5h. Podchodziłem 5 godzin, ale często się zatrzymywałem po drodze i robiłem zdjęcia oraz lornetkowałem. Te 1,5h przebiegło w nadzwyczaj miłej, cichej atmosferze. To nie jest typowe na Ukrainie, więc tym bardziej doceniam. Taki widokowy szczyt w pobliżu miasteczka jest zawsze często odwiedzany. Zwłaszcza w sobotę. Pod sam koniec mego pobytu na szczycie uzbierało się 19 osób, a gdy schodziłem to naliczyłem kolejne 20 osób pod samym szczytem. A jeszczd potem szło kolejnych 15-20 turystów. Trochę się dziwiłem, że tak późno się wybierają nq szczyt, ale tu na Ukrainie  bardzo popularne jest spędzić jedną weekendową noc w górach, pod namiotem, najwyżej jak się da. U nas to fanaberia. No ale u nas jest bogata baza noclegowa, a poza tym ludzi stać na nocleg w pensjonatach czy hotelach. Na Ukrainie wydać 1000hr, czyli 90zł za nocleg to duża suma. Nawet 600-700hr to dużo. A prywatnych kwater, gdzie ceny są znośne (bo ok. 300hr) jest bardzo mało. Zresztą trzeba być chyba wtajemniczonym, aby wiedzieć, pomimo powszechnego braku tablic informacyjnych, gdzie można tanio przenocować.

Pod sam koniec mego pobytu na Paraszce zobaczyłem wchodzącego małego Puszkina. Oczy przetarłem ze zdziwienia, bo widzę chłopca w wieku ok. 11 lat mówiącego ładnie po ukraińsku "dobry deń", ale on jest czarny. Nie jak heban, ale mocna czekolada. Zaraz za nim tatuś, biały, wysoki, wysportowany. Myślałem, że zobaczę mamusię, ale ona widocznie nie lubi chodzić po górach. Chłopak żwawy, bez żadnych kompleksów. Uśmiechnąłem się, bo u nas pary mieszane to tylko ona Polka biała, a on Murzyn. A tu proszę. Zresztą to nie jedyne zaskoczenie, bo schodząc widziałem czekoladową hinduskę lub pakistankę mówiącą biegle po ukraińsku.

Wracając, cały grzbiet połonin, przeszedłem w godzinę. Kolejną godzinę zajął mi odcinek leśny do spotkania z czerwonym szlakiem. Końcówka to tylko 20 minut. Tak więc w 2h i 20min można zejść. A wejść? Myślę, że nawet poniżej 4h lub w tych okolicach. W Skole, po drodze robię zakupy w Rukawiczce. Obok sklepu jest szaszłykarnia. Zachodzę i pytam się po ile szaszłyk wieprzowy? 170hr. To poproszę. Siadam w osobnej salce i czekam, popijając kupiony w sklepie kwas chlebowy. Kobieta się pyta, czy chcę też barszczu? Tak, oczywiście. Wjeżdża najpierw barszcz ukraiński. Jak u babci. Dobry. Za 95hr, czyli ok. 8,5-9 zł. Miał też solidny kawałek karkówki. W zasadzie to byłem już najedzony, ale wjeżdża szaszłyk. Myślałem, że tak jak u nas, dostanę patyk z nanizanymi kawałkami mięsa i cebuli. A gdzie tam! Mam talerz, a na nim kawałki smacznej wieprzowiny, a do tego smaczna surówka i opiekane w mundurkach malutkie młode ziemniaki. Pyszne! Wstaję, płacę za całość 265hr czyli ok. 25zł i czuję, że w życiu tyle nie zjadłem na raz. Ledwo idę na stancję. Dobrze, że jest blisko.

Rzucam zakupy i plecak. Trzeba jeszcze pójśc na stację kolejową i sprawdzić połączenia na jutro. Idę przez kładkę/schody i się zastanawiam, czy ten kruszący się beton, robiący za schody, wytrzyma pod moim ciężarem. Wytrztmał, ale dziur tyle, że emocji przy wchodzeniu jest dużo. A wystarczyłoby przejść przez tory. Ale nie można, bo na ostatnim torze stoją puste wagony towarowe.

Coraz bardziej doceniam moją stancję. Wszędzie blisko, czyli oszczędzam dużo czasu. A czas dużo kosztuje. Poza tym, po wczorajszym obchodzie Skole, zorientowałem się, że inne stancje to też takie dobrze utrzymane pensjonaty lub hotele. I cena pewnie też podobna. Aby znaleźć tańszy nocleg musiałbym szukać w ukraińskim internecie lub zwyczajnie pytać miejscowych, co nie zawsze by wyszło dobrze. A ile czasu bym stracił? Tak więc  nie ma co sobie wyrzucać wydatek 1000hr za noc. Zwłaszcza, że pierwszy dzień wypadł znakomicie.

Zdjęcia:

https://imgur.com/a/J6lZlvi

 



tagi: karpaty ukraińskie  beskidy skolskie   paraszka 

OjciecDyrektor
16 września 2025 05:06
17     666    7 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

goldstone @OjciecDyrektor
16 września 2025 14:33

Piękna notka. Nienawidzę gór,ale uwielbiam czytać Twoje notki. Trzecie sezon się zaczyna dobrze
zaloguj się by móc komentować


Paris @OjciecDyrektor
16 września 2025 14:55

Super,...

...  napiecie  rosnie,  a  fotki  fajne  !!!

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @goldstone 16 września 2025 14:33
16 września 2025 17:18

Dziękuję, że się podoba. Trzeci sezon był wyjatkowy z uwagi na swoją długość i ilość przygód. No ale nie bede tu teraz zdradzsł jakie. Trzeba czytac na bieżąco 

Co drugi dzień bedzie nowa notkka. Saturn-9 prosił rok temu, aby co drugi dzień publikować nowy odcinek, więc w trzecim sezonie też tak będzie

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @qwerty 16 września 2025 14:41
16 września 2025 17:19

A dlaczego nie szóstka?..:)

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @Paris 16 września 2025 14:55
16 września 2025 17:19

Dziękuję...oj było dużo napięć...:)

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @OjciecDyrektor
16 września 2025 18:10

plus za fotki

zaloguj się by móc komentować


OjciecDyrektor @stanislaw-orda 16 września 2025 18:10
16 września 2025 20:14

Eee..tam...nie wyszły tak, jak chciałem. W realu było znacznie lepiej. No ale smartfon i do tego zapomniałem włączyć funkcję wyższej rozdzielczosci. Dopiero po 10 dniach się zorientowałem, że robie fotki na takiej kompaktowej rozdzielczości...ehhh

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @qwerty 16 września 2025 18:39
16 września 2025 20:16

To jak dotrwasz do 40-go odcinka do dasz 7.0...siedem gwiazdek ma hotel-żagiel w Dubaju...:).

Tylko nie dawaj mi dziewięciu gwiazdek...:)

zaloguj się by móc komentować

chlor @OjciecDyrektor 16 września 2025 20:14
16 września 2025 20:51

W przypadku krajobrazu rozdzielczośc nie ma prawie znaczenia. Jaką "rozdzielczość" mają pejzaże malarskie? Pewnie ok. "pixela" na milimetr obrazu. Czyli raczej nie więcej niż 1000 na 1500. 

 

 

zaloguj się by móc komentować


Mingus @OjciecDyrektor
16 września 2025 22:13

Gratulacje. Gory piekne, przygód pewnie moc. Czekam na kolejne odcinki.  Przyznam, ze obecnie sledze tez wyprawę zupelnie innego charakteru, drobnej dziewczyny idącej kilka miesięcy. To sa piekne opowieści.  Pana opowiesc i zdjęcia zdecydowały... następny moj wypad to powrót w Bieszczady. Chociaż po 40 odcinku ktory Pan zapowiada  .... kto wie co mi przyjdzie do glowy... ale czy uda mi sie przekonać kompanów do tego. Ale do siedzenia Pana relacji napewno. 

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @chlor 16 września 2025 20:51
16 września 2025 22:30

Pocieszasz mnie...:). To dobrze.

zaloguj się by móc komentować


OjciecDyrektor @Mingus 16 września 2025 22:13
16 września 2025 22:32

Polecsm sezon nr 1 sprzed 3 lat i sezon nr 2 sprzed roku. Yen sam styl. Zdjęć w sezonie nr 1 nie ma, ale są z tego sezonu w notkach pt. " suplement zdjęciowy..."

zaloguj się by móc komentować

Mingus @OjciecDyrektor 16 września 2025 22:32
16 września 2025 22:41

Ten sprzed roku śledziłem na bieżąco :) dlatego czekałem na  tegoroczna. Sezon nr 1 tez przesledze, lubię takie klimaty. 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować