-

OjciecDyrektor : Kiedy bogowie zorientowali się, że nie zdołają ukryć wszystkich swoich szwindli, stworzyli ekonomistów.

Ofiary polskich portali społecznościowych

Środa, 24.06.26. Dziś wyruszam w 6-cio dniowy trip, czyli 5 noclegów pod rząd w namiocie. Trasa zaczyna się we wsi Rososz i wiedzie przez Narodowy Park "Zaczarowany kraj", potem skręca na Borżawę (wejście od południa na Stoj 1680m), dochodzi do jedynego na Ukrainie gejzeru i następnie grzbietem Laku i Tyapesza schodzi do Kołaczawy. Akurat zrobiło się okno pogodowe. Bo do tej pory trudno było nawet o dwa dni z rzędu bez deszczu.

Pociąg mam o 6.25. Do Swalawy. Płackartnyj. Poprosiłem w kasie o miejsce na dole i dostałem.  Spóźnił się 20 minut. Po raz pierwszy odkąd tu jestem na Ukrainie. Będzie więc o 8.20 w Swalawie, czyli zdążę na bus o 8.30 do wsi Rososz (bo pierwszy kurs jest o 7.30 a następne co godzinę).

W Wołowcu dosiadła się do mojego "boxu" dziewczyna. Zorientowała się, że z Polski jestem i zagaduje mnie, czemu na fejsie i na innych portalach społecznościowych tak wiele jest nieprzyjemnych komentarzy Polaków o Ukraińcach? Zapytałem się jej, czy była w Polsce? Tak, przez rok. W Chrzanowie pod Warszawą. I co? Miała pani jakieś nieprzyjemne uwagi? Żadnych. No właśnie. Lepirj poznawać ludzi w bezpośrednich kontaktach, niż poprzez internet, bo w internecie to szaleją boty. Jeden człowiek zakłada 1000 kont i bot mu zarządza nimi, umieszczając "właściwe" komentarze. Skąd pani wie, że to Polacy? Ja też mógłbym założyć sobie 1000 kont w rosyjskich portalach spolecznościowych i robić propagandę przeciw komuś, udając Rosjanina. Nie wiemy w internecie kim jest ten, co umieścił dany komentarz. Jak jest wiele podobnych komentarzy, to z dużą dozą prawdopodobieństwa jest to bot.

Chyba ją przekonałem, ale widać - bo to już trzeci taki przypadek - że Ukraińcy czytają polskie portale społecznościowe i trzeba naprawdę coś z tymi botami zrobić, bo to powinno być traktowane przez prawo tak samo, jak oszustwo. Dojeżdżam do Swalawy. Na peronie zagaduje mnie po raz pierwszy służba pograniczna. Mówię, że wolę zatrzymać się gdzieś na ławce, bo plecak mam ciężki, a paszport w plecaku. Ok, nie ma problemu. Idziemy spokojnie, przechodzimy przez tory i widzę taką rampę w sam raz, aby postawić plecak. Nagle dochodzi trzech innych kontrolerów. Pokazuję spokojnie paszport. Jecen z nich pyta, od kiedy jestem na Ukrainie. Sprawdza pieczątki wjazdowe. Trwało to 15 sekund. Rozstaliśmy się z uśmiechem,  w miłej atmosferze. W Polsce to niemożliwe nawet w czasie pokoju.

Śmigam szybko na dworzec autobusowy. Mam do niego 3-4 minuty. Wpadam do kas, kupuję bilet do Rososza - 44hr - i czekam. Przyjechał bus i jadę. Droga w zasadzie równa, ale co jakiś czas podskakujemy na "leżących policjantach" czy coś w podobie. Droga poza tym równa. Dopiero od wsi Plawia pojawiła się klasyczna U-10 i w zasadzie aż do Rososza halsowaliśmy.

W Rososzu jestem o 9-tej. Przystanek jest w centrum i drugi na samym końcu wsi, ale kierowca zatrzymał się obok cerkwi przy samej ulicy, gdzie zaraz odbija pod górę w prawo droga w stronę głównego grzbietu Bużory - najwyższego szczytu w tym "Zaczarowanym kraju". Po 20m, po lewej stronie tej drogi, jest sklep. Ostatni sklep, gdzie mogę uzupełnić zapasy. Kupuję tylko 1,5L wody mineralnej Swalawa-2. Dosalam ją i w drogę.

7km do głównego grzbietu pokonuję w 2,5h. Pewien problem orientacyjny miałem na samym końcu przy zabudowaniach zakładu infrastruktury przesyłu gazu. Na mapie Hutyraka i na mapy.com jest rożnie. Generalnie należałoby skręcić z asfaltowej drogi w prawo, na drogę, przy której jest taki podłużny parterowy budynek ze spadzistym dachem, czyli z poddaszem. Ta droga taką eską przekracza potok, płynący po lewej stronie,  i łączy się na łąkach z drogą na grzbiet w miejscu, gdzie płyty betonowe zamieniają się w drobne kamienie.

Oczywiście ja tę drogę zignorowałem i doszedłem do zabudowań i znaku, który pokazywał zakaz wstępu. No ale, że nie było szlabanu, więc -  że nie chciało mnie się wracać - wkroczyłem śmiało na teren zakazu. Widzę, że przed budynkami jest trzech ludzi i o czymś sobie gadają. Nie zwracają na mnie uwagi, więc twardo idę dalej do tej drogi wyłożonej płytami betonowi - odbija ona w prawo, pod górę. Można też przemknąć zaraz za wejściem na teren zakazu, skręcając w prawo ścieżką na łąkę i pod górę wspinać się w stronę kolejnego zakładu gazowego, ale już szczelnie ogrodzonego. Trafi się na drogę, która połączy się z ową "betonką".

Po pewnym czasie droga się rozwidla, ale obojętnie, który widelec się wybierze i tak później sìę one zejdą. Jest ostre słońce, upału pewnie nie ma, ale wysokość jest za niska i czuję temperaturę. Pot leje się ze mnie strasznie. Pierwszy raz w tym sezonie. Mijam jakieś ogrodzone urządzenia gazowe i słyszę nagle w górze dzwięk jakiegoś samolotu. Nie, to nie samolot. To dron, ale taki lepszy, droższy, cichszy, wydający taki dziwny dzwięk. Patrolują okolicę z powietrza i sprawdzają, czy ktoś czegoś złego nie robi przy tych urządzeniach gazowych. Mnie to nie przeszkadza. Byleby nic nie eksplodowało mnie w pobliżu głowy.

Wreszcie jestem na grzbiecie głównym. Po lewej mam granicę parku narodowego. Ma on status UNESCO. Patrzę na te młode brzozy, na te krzewy i inne niskie drzewa i zastanawiam się CO skłoniło tę organizację do nadania temu terenowi takiego statusu? Jest tu pod względem "drzewnym" bardzo przeciętnie. Po 15 minutach schodzę w lewo z grzbietu głównego do doliny rzeki, a właściwie potoku o nazwie Irszawa. Po 10 minutach jestem na dnie doliny i idę wzdłuż tego potoku.

W tym roku, po bardzo deszczowej wiośnie, jest duży stan wody i potok zwyczajnie zalewa drogę idącą obok. Czasem zalewa ją całą - najczęściej -  a czasem połowę. Droga jest kamienista, więc idzie się po kamieniach, przeskakując wodę. Jest tu uroczo. Adrelina wytworzona wskutek pokonywanych trudności dodatkowo nakręca. Chyba nigdy nie byłem  tak podekscytowany na Ukrainie. To jest chyba najbardziej emocjonujący odcinek w całych Karpatach Ukrsińskich. Oczywiście przy wysokim stanie wód. Idzie się po rzece przez prawie 1,5km. Czaem tworzą się baseny, ale zawsze udaje się tak wykręcić, że nie trzeba zakładać klapek na stopy. Oczywiście buty są mokre, ale jak się ma wysokie buty za kostkę i do tego model Viso Alpinusa, to można gwizdać na to. Osoby z butami trailowymi zwyczajnie musiałyby w klapkach tu chodzić. W końcu cały ten odcinek kończy się przejściem potoku Irszawy w bród. Fajna sprawa.

Dochodzę do eleganckiej, dużej wiaty obok skały Biały Kamień. Jest tu fajny potoczek, a wiata taka, że i 5 osób mogłoby tu przenocować na karimatach - trzy pod stołem i ławami, a dwie na obrzeżach. Idę dalej i dochodzę do jakiejś ostoi bobrów. Informuje o tym tablica przyrodnicza. Po bokach są duże zalewy. Wszędzie szumią strumyki. Docieram do miejsca, gdzie odchodzi żółty szlak, prowadzący skrajem Czarnego Bagna. Jest to bagno oligotroficzne i dzięki niemu cały przyległy teren dostał status UNESCO. Z wyglądu jest to zwykła łąka.

Na tym odcinku spotykam jeden wóz terenowy i dwa motocykle. Ostatni motocyklista pyta się mnie dokąd idę. Myślę, że on chyba jakiś "strażnik Teksasu", ale nie - on chciał się upewnić, że nie błądzę, że znam drogę. Ponoć to bardzo mylny teren i wielu ludzi się tu gubi. Droga wiedzie taką 4-metrową skarpą, dzięki czemu jest twarda i sucha, a dodatkowo są widoki na to bagno/łąkę z prześwitów między drzewami.

Dochodzę do drewnianej platformy widokowej, ale widok trochę ograniczają plansze informacyjne. Ograniczają zwłaszcza pierwszy plan. Czy ktoś tu w ogóle się zatanawiał, że ludzie wolą obejrzeć coś na własne oczy, niż,gapić się w duże plansze, zasłaniające połowę widoku? Ta bezmyślność na Ukrainie jest porażająca. Niby chcą dobrze, ale widać, że to robione za kasę z Zachodu, więc nikt nie myśli o sensowności. Ma być na bogato i duże. Koszmar.

Wreszcie dochodzę do południowego krańca Czarnego Bagna. Jest tu kolejna duża wiata ze stołem i ławami, ale widać, że tu ludzie lubią wypić, bo na obitym białą ceratą stole jest kilka butelek po alkoholach i rozlane coś kolorowego (piwo albo brązowa nalewka). Tu się zatrzymuję. Tu rozbijam namiot, bo z tego miejsca zamierzam iść dalej, ale już tylko na lekko. Jest to idealne miejsce biwakowe. Jasne, ze źródłem 15m od wiaty i potoczkiem również 15m od wiaty. Ze zródła czerpie się wodę na herbatę i posiłki. W potoku się można umyć - tym bardziej, że są deseczki w poprzek potoczku.  W potoczku umieszczam tylko dwa piwa - Kijiwskie export browaru Obołon (cbyba moje ulubione pod względem smaku).

Do namiotu pakuję duży plecak, a z małym ruszam w stronę skał w dolinie potoku Smerekowyj. Jest godzina 15.30. Z początku przegapiam odbicie drogi w prawo (czerwone znaki, ale rzadkie) z drogi idącej na prawo od tej, którą przybyłem i kluczę między powalonymi drzewami, szukającej drogi, która zanikła. Straciłem w sumie 10min. Ale cofam się i wreszcie w nią skręcam.

Las jest tu bukowy, ale taki młody i gęsty, a przez to dość mroczny. Już wcześniej wypłoszyłem sarnę lub jelenia z odległości 5m, a teraz słyszę jakieś szuranie po liściach 50m ode mnie. Pohukiwać zacząłem i nasłuchuję. Szuranie ustało. To na pewno nie niedzwiedź. Może borsuk lub coś w podobie. Droga jest rzadko znakowana, a do tego dochodzą inne drogi. W tych miejscach układam z grubych patyków krzyże, aby mne ostrzegały w powrotnej drodze, w którą z nich mam skręcić. Wiem, że to niezbędne, bo droga inaczej zupełnie wygląda w odwrotnym kierunku.

Na lekko idzie się szybko. Przy rozejściu się żółtego szlaku z czerwonym, a w zasadzie z fioletowym (który wiedzie do skał), 30m od rozstaju - przy żółtym szlaku - stoi murowana chata. W środku szerokie łoże, stół. Można przenocować awaryjnie, o ile komuś nie przeszkadza swąd spalenizny z pieca-kozy. Generalnie w środku dość schludnie.

Obniżam się coraz bardziej i dochodzę do rozwidlenia przed skałami nazwanymi Ruiny Zamku. Główna droga obchodzi je z lewej, wschodniej strony, ale na grzbiet prowadzi ścieżka - zrazu słabo widoczna, po prawej, zachodniej stronie. Wspina się ona na grzbiet i na tym grzbiecie jest doskonały punkt widokowy na okoliczne góry oraz odległe góry Oasz na południu. Te góry Oasz zawsze wyglądają imponująco. Z tego punktu widokowego ścieżka prowadzi dalej na południe, ale po pewnym czasie zanika. Schodzę na przełaj, na zachodnią stronę, omijając skały, ale tam dalszej ścieżki nie widzę. Przechodzę na wschodnią stronę, ale tu to samo - szczery las bukowy.

Wracam więc "na kreskę" na północ. Docieram do drogi, ale zauważam, że ona nie idzie na południe, ale na południowy zachód. Nie. To mnie nie pasuje. Postanawiam więc zawrócić do namiotu. W planie były jeszcze skały w dolinie potoku Smerekowyj, ale nie mam już ani czasu ani ochoty szukać ścieżki odbijającej w dolinę. Widzę bowiem jedynie pole zasłane liścmi bukowymi, a do tego las jest gęsty, mroczny, utrudniający orientację w terenie.

Powrotna droga przeszła błyskawicznie dzięki zjedzonej wędzonej słoninie. O 18.30 byłem z powrotem, czyli wypad na lekko zajął mnie 3h. Po powrocie najpierw nabieram wodę ze źródła. Potem idę do strumyku przechlapać się. Biorę dwa piwa elegancko schłodzone, siadam na ławie przed wiatą i otwieram pierwszą puszkę. Pierwszy łyk jest długi, do syta, całe pół kubka. Potem kolejne. Pierwsze piwo poszło prędko. No ale ja wiedziałem o tym. Dopiero przy drugim następuje właściwa degustacja. Jest cicho. Ptaki śpiewają przed zachodem słońca. W oddali sarna gniewnie pochrząkuje. Kruk nagle zaczął wydawać swoje dzwięki - bardzo relaksujące. Ehh. Bajka taki biwak.

Zdjęcia:

https://files.fm/u/8sqcxr7ze4gkb9hg

1. widok z okna pociągu ma wieś w dolinie Oporu

2-4. dolina potoku Irszawa - zalana droga

5. widok ze szczytu skały na góry Oasz

6. widok ze szczytu skały na szczyt Bużora 1095m (po lewej) i  Syniak 1040m (po prawej)

7-8. wersje panoramiczne zdjęć nr 5-6

9. domek murowany w parku  "Zaczarowany Kraj"

 

 



tagi: ukraina  czarne bagno  park narodowy zaczarowany kraj 

OjciecDyrektor
27 września 2026 07:58
4     399    5 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

Perseidy @OjciecDyrektor
27 września 2026 19:49

Czuję się jakbym tam szła. Dzięki za te interesujące, szczegółowe opisy. Fotki cudo!

zaloguj się by móc komentować

qwerty @OjciecDyrektor
27 września 2026 20:03

czyta się jak bajkę.

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @Perseidy 27 września 2026 19:49
27 września 2026 20:38

Dziękuję. To ja się boję publikowania następnych, bo będzie naprawdę ekstrawagancko....:) 

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @qwerty 27 września 2026 20:03
27 września 2026 20:39

Poczytasz za tydzień taką bajkę, że nawet mnie trudno uwierzyć, że mnie się nie śniło...:)

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować