Nie myśl sobie, że jesteś taki sprytny piesku
Poniedziałek, 22.06.26. Dziś jadę do Tuchli, aby w końcu wejść na połoninny grzbiet Bahna - tak przynajmniej na mapie wygląda w darmowej wersji Google Earth.
Pociąg osobowy mam o 4.40. Do dworca mam 5 minut, ale wstać trzeba wcześniej. Umyć sie, zjeść śniadanie. Jest jeszcze ciemno, bo słońce wstaje tu o 5. Mroczność potęguje mgła. To taka mgła zalegająca dna dolin. U góry z pewnością będzie słońce. Płacę 27hr za bilet - jedna stacja. Wysiadam na wąskim 2m szerokości peronie. Akurat nadjeżdża pociąg towarowy z przeciwnej strony, a ten mój osobowy rusza. Jestem sam na peronie i czuję, jak podmuchy obu pociągów mnie uderzają. Wrażenie niesamowite, ale i niepokojące. Ten mój już przejechsł, ale towarowy jest strasznie długi. Chyba ma z 70 wagonów, a nie tak jak w Polsce 50.
W końcu można przejść przez tory i przechodzę, a obok mnie nagle idzie pies. Ten pies musiał być też cały czas na peronie i czekał ze mną na kogoś. Ale widzę, że nie. On czekał na mnie. Sprawdzam, czy idzie w swoją drogę, czy za mną. Oczywiście, że za mną. A to takie kwiatki! Sobie wymyśliłeś psie modus operandi. Najpierw odprowadzasz ludzi na dworzec w nadziei, że coś ci rzucą do jedzenia, a potem czekasz na wysiadających ludzi i tych odprowadzasz do domów. Akurat tu wysiadłem tylko ja. Zaraz ci pokażę, że nici z żebractwa.
Wyciągam paralizator i strzelam. Pies nic. Strzelam drugi raz troszkę dłużej. Też nic. Kurcze! Widocznie paralizator działa tylko na agresywne i niespokojne psy. Ten jest kompletnie wyluzowany. Myślę, aby go odpędzić tupnięciami. Nie pomaga. Krąży wokół mnie tak w odległości 3-5 metrów. Myślę, aby go odepchnąć kamyczkami, ale tu nie ma takich. A poza tym skurczybyk zaczyna iść przede mną, oglądając na mnie czasem, jakby chciał powiedzieć -"Oprowadzę cię po Tuchli, a ty dasz mi coś do jedzenia i będzie git". Jak Arab w Marakeszu.
Kombinuję, jak tu się go pozbyć i nagle widzę zabytkową, sprawną studnię i ławeczki. Zatrzymuję się przy niej i okazuję, jakbym dalej już iść nie miał zamiaru. Może sobie pójdzie. Siedzę tak z 7 minut. Rozglądam się. Psa nie widać. No, to teraz można iść. Ruszam, a trzy sekundy dalej ten pies pojawia się zza jakiegoś winkla. Niedobrze.
Idę jednak dalej. Nie zwracam uwagi na psa, ale wiem, że będę musiał coś zrobić, aby się go pozbyć. Inaczej pójdzie ze mną w góry i tam zdechnie z głodu lub z braku sił. Mijam cerkiew. Ładna murowana bryła, bizantyjska, złote kopuły, ale brak charakterystycznego niebieskiego a'la lapis lazuli. Do tego wszystkie krzyże są łacińskie. Nie ma żadnego ze skośną belką ani nawet krzyża z dwoma poprzecznymi belkami (jak często w obrządku greckim). Chyba grekokatolicka?
Tuchlia jest dość długą wsią, no ale w końcu dotarłem do mostu na rzece i tu przed nim muszę skręcić w lewo w stronę wsi Libochora. Idę jednak kilka metrów do mostu, zbieram ok. 10 kamyków. Pies przede mną już w połowie mostu. Wtem szybki zwrot w tył. Pies za mną. Ale w tym momencie rzucam pierwszy kamień. Pies stanął. Idę 10 metrów, obracsm się i kolejny rzut, bo pies idzie za mną. Znów stanął, a ja znów idę 10m i znów się obracam i rzucam kamieniem. Pies znowu staje, ale dystans między nami się powiększa. W końcu pies sobie odpuścił. Uff. Oto mi chodziło.
Wreszcie jestem sam. Ale ciszy nie ma, bo ktoś już o 5.30 kosi trawę głośną, spalinową kosiarką. O 6 skręcam z głównej wiejskiej drogi w prawo i dalej na grzbiet Bahna. Po 10 minutach mgła rzednie, a po kolejnych 10-ciu widzę słońce i piękne głębokoniebieskie niebo z delikatnymi chmurkami pierzastymi. Te chmurki nadają całemu krajobrazowi bardzo estetyczny widok. W zasadzie, gdyby nie one to nie za bardzo byłoby się czym zachwycać, bo cały grzbiet jest już porośnięty młodnikiem brzozowym i widoki pojawiają się sporadycznie.
W jednym takim miejscu widzę przed sobą, na wschodzie, dwuwierzchołkową Magurę 1365m - najwyższy szczyt Skolskich Beskidów, kompletnie zalesiony. Na prawo widzę szczytMenczełyk 1173m i dalej za nim trzy szczyty masywu Sekuł - Magiej 1281m, Kniazia Łąka 1276m i Czyrak 1249m. Kniazia Łąka jest moim celem na dziś, bo na wschodnim jej zboczu jest na mapie łąka i może z niej być piękny widok na Gorgany. Taki choćby, jak z Szerokiej. No ale najpierw trzeba przejść cały grzbiet Bahna, dojść do przełęczy między Magurą a Menczełykiem, wejść na ten ostatni i potem wspiąć się na Magieja.
Przechodzę zwarty szpaler brzóz, porastający grzbiet Bahna i skręcam w lewo, w stronę przełęczy. Pojawia się w dole obszerna łąka z miłym widokiem. Jest on miły, bo od dobrych 45 minut nie miałem żadnych widoków. Schodzę w dół, obok tej łąki (lewym skrajem) i wchodzę w las. Jeszcze tylko jakieś 1,5km do przełęczy.
To, co zobaczyłem po wejściu w las wstrząsnęło mną. Straszliwie rozjeżdżona droga, a do tego błoto takie, jakiego nigdy w życiu nie widziałem. Po kilku krokach buty mnie zassało i ledwo je wyciągnąłem. Jednak z dużym obciążeniem przyklejonego błota. Najpierw więc obcieram buty o trawę, aby się pozbyć balastu, a potem wybieram stronę, którą będę szedł obok ścieżki. Lasem. Padło na prawą.
Idzie się pomału, bo pełno badyli na ziemi. Czasem uda się przyspieszyć. Czasem wejdę na drogę, gdy zauważam w miarę twardą nawierzchnię. Ale takich odcinków jest bardzo mało i są krótkie. Wreszcie podchodzę mocniej pod górę na przełęcz pod Menczełykiem. Rozglądam się, gdzie tu odbija ścieżka na ten szczyt, ale nigdzie jej nie ma. Za to ta, którą idę, robi łuk i schodzi z przełęczy. Nie. Tam nie idę. Stoję na przełęczy i szukam choćby śladu ścieżki. Wiedziałem, że na mapy.com nie ma żadnej ścieżki na Menczełyk, ale po pierwsze ta aplikacja nie jest doskonała, a po drugie na mapie Hutyraka przez szczyt została poprowadzona "trubka", a po każdej "trubce" zostaje ślad w postaci ścieżki lub nawet szerokiej drogi. Kilka takich już wykorzystywałem. Ale tu nic. Nie ma żadnej ścieżki łączącej Magurę z Menczełykiem. A kiedyś czytałem czyjąś relację, jak to z Magury ktoś sobie przeszedł w stronę głównego karpackiego grzbietu. Jakiś Koszałek-Opałek to pisał chyba.
Trzeba wracać. Smutny jestem z dwóch powodów. Raz, że przy takiej pięknej pogodzie i widoczności muszę chodzić po miejscach wybitnie niewidokowych. A dwa, że po raz drugi będę musiał przedzierać się lasem obok błotnistej drogi. Tym razem wybieram drugą stronę lasu i nie wiem, która jest lepsza. Docieram do widokowej łąki przed grzbietem Bahna i odpoczywam trochę. Biorę mapę i zastanawiam się, co dalej? Pogoda piękna, godzina jeszcze przedpołudniowa. Trzeba iść na Czorną Repę. Miałem na nią iść jutro, ale i tak z Bahna trzeba zejść do doliny Różanki i z niej na grzbiet Czarnej Repy i do Sławska. Więc może uda się przejść prawie całe pasmo Czornej Repy? Trzeba "jedynie" szybko dojść do Różanki Wyżniej. Stąd jakieś 15-16km. Dużo, ale może w 3h da radę?
Schodzę szybkim tempem z Bahna na zachód do doliny Rożanki, w miejscu nazwanym Osowia. Dolina Rożanki jest nawet ładna, a to za sprawą uroczego potoku Rożanka. Jest czysty na brzegach (co nie jest częste na Ukrainie). Zauważam, że asfalt do wsi Rożanka Niżna jest wzorcowo gładki. Chyba jakaś świeża sprawa. Dochodzę do pierwszego sklepu i robię popas. Patrzę w niebo i na północy widzę w oddali kumulusy. Stąd wyglądają dość groźnie. Zaczynam myśleć o skróceniu trasy i o wejściu z Rożanki Niżnej tylko na Zworec w paśmie Czornej Repy. Ale idąc dalej szosą, gdy widok na północ się rozszerzył, stwierdzam że te kumulusy to takie chmury dobrej pogody. Idę więc spokojnie dalej.
Po 5 minutach słyszę za sobą warkot. Czy to autobus się zatrzymał tam w dole i ruszył? Tak. Wyłania się zza zakrętu. Kurcze! Przegapiłem przystanek. Ale przecież tu w górach bus się zatrzyma wszędzie - wystarczy tylko zamachać ręką. No więc macham. Zatrzymał się. -"Do Rożanki Werchniej". 45hr (to najniższa taryfa za kurs - gdybym wsiadł w Tuchli, to też bym tyle zapłacił). Zaoszczedziłem ponad 6km marszu i ponad godzinę czasu. Za Rożanką Niżną asfalt się kończy i zaczyna droga U-20, ale bez wybojów.
Nagle przed nami widzę straszną kurzawicę. Nic nie widać. Kierowca zwalnia, aby ta kurzawica była z 20-30m przed nami. Co to jest? Chyba jakaś ciężarówka lub szybko poruszający się terenowy wóz wznieca iście piekielny tuman kurzu. Na zakrętach ma się wrażenie, jakby to był ogień i wszystko płonęło. Niesamowity efekt wizualny. Po 30 min. docieramy na koniec Różanki Wyżniej. W tej wsi wybudowali nową cerkiew i teraz są dwie. Z głównej drogi odbijam na drogę w prawo, pod górę. Zaraz po odbiciu pojawia się kolejna droga w prawo, nieco do tyłu. Tę ignoruję, bo nie dotrę nią na grzbiet Czornej Repy. Docieram do miejsca, gdzie w lewo odchodzi droga takim traweresem, a w prawo idzie mocno pod górę. Obie ignoruję - idę środkową. Ona jest tą właściwą.
Zaczyna piąć się stromiej, ale idzie się dobrze, bo nie ma na niej żadnych luźnych kamieni. Czasem na całej jej szerokości pojawia się lita, płaska skała. Wygląda to tak, jakby ktoś tu specjalnie położył płyty z kamienia, ale to naturalna skała. Być może trochę wygładzona narzędziami. Po minięciu ostatniego domostwa idzie się trochę jeszcze przez las i wychodząc na połoninę widzi się całą dalszą drogę. Z dołu droga ta wygląda, jak olbrzymia anakonda, która wije się i podnosi coraz stromiej. Na samej górze jest najstromsza - jakby ta anakonda podniosła łeb do góry. No ale idę po ruszcie, czyli po boku długiego grzbietu Czornej Repy i musi być stromo.
Cały czas mam spokojne, równe tempo, bez zatrzymanki. Achilesy coraz mocniej się napinają. Czuć stromiznę. Pod koniec idę tip-topkami, ale idę. Wreszcie po godzinie od przystanku w Różance Wyżniej jestem na grzbiecie Czornej Repy. Jest 13.30 czasu polskiego. Odpoczywam. Dosłownie minutę po mnie wjeżdża tą drogą wóz terenowy z dzieciakami na pace. Jakie to szczęście, bo gdyby mnie mijał na podejściu, to pewnie bym się zatrzymał z powodu kurzawicy. A jakbym się zatrzymał, to potem szło by się ciężej.
Terenówka na grzbiecie jedzie spokojnie i nie wznieca kurzu. Zaraz po niej przejechało w ciàgu 5 minut sześciu na motorach. I to wszystko. Jest cisza, spokój. Jestem sam. Kieruję się w stronę głównego szczytu Czornej Repy. Widoki dalekie, wyraźne. Po prawej widać wyraźnie calutką Borżawę od Tomnatyku po połoninę Kuk. Na wprost piękne zielone wierzchołki pasma Czornej Repy. A na lewo od nich Gorgany. Popadia, Parenkie, Grofa, Mołoda, pasmo Jajka Ilemskiego i Arszycy z Gorganem Ilemskiem. Jedynie Pikuj i jego okolice słabo widoczne, bo tam jakieś dziwne chmury są.
Idę tak jeszcze przez godzinę, ale zawracam, bo nie dojdę na obiad, który mam umówiony na 19-stą czasu polskiego. Wracam więc i na tej powrotnej trasie spotykam tylko dwa kwady i jedną tetenówkę. Terenówka jechała spokojnie, bez kurzu, bo też miała dzieciaki na pace. Za to kwady jechały szybko i mocno kurzyły. Jechały w przeciwną stronę, więc dałem im znak ręką, aby zwolniły i krzyknąłem, aby nie robili tyle kurzu. Pierwszy jakby nie rozumiał, o co mi chodzi i zasypał mnie kurzem. Drugi już zwolnił. Nie rozumiem tej egoistycznej bezmyślności. Oni naprawdę pogardzają innymi? Albo naprawdę myślą, że być zasypanym kurzem, to nic przykrego?
W powrotnej drodze jedyne długie i odczuwalne podejście jest na Wysoki Wierch 1242m. Jest to bowiem mocno wyodrębniony szczyt. Z samego wierzchołka, na którym jest jakaś stalowa wieża, nie ma widoku, ale tuż pod nim jest piękny i szeroki widok. Schodzę do Zworca i coś mnie nie pasuje. Widzę sześć kwadów czekających na klientów. Ludzi w zasadzie nie ma wcale. Ledwie 2-4 osoby.
Nagle zauważam to, co mnie nie pasowało - ruiny. Tu przecież rok temu stała całkiem estetyczna, drewniana gospoda. Co się z nią stało? Dron w nią uderzył? Nie. Późnieh, w Sławsku, się dowiedziałem, że wyburzono ją, bo będzie budowana nowa. Nowa, czyli większa i chyba z betonu. Nową, szeroką drogę już budują. Nie ma też wyciągu. I tu moje zdziwienie jest większe. Bo co to znaczy? Że będzie nowy wyciąg? Jaki? Kolej gondolowa? Przecież na Zworcu było i tak rok temu bardzo dużo ludzi. To teraz będą tłumy. Ale póki co korzystam z okazji, że jest pusto, cicho (choć kwadowcy na Zworcu puszczali głosną muzykę, która na szczęście szybko gasła wraz z odległością).
Schodzę na płn.-zach. Ale nie do dolnej stacji byłego już wyciągu krzesełkowego, ale do grzbietu na północ, w stronę Sławska, przez Muralowy Wierch. Nie chcę bowiem wracać asfaltem i do tego wśród pędzących samochodów. Trasa górami jest poza tym krótsza, bo idzie niejako po przekątnej, a do tego obniża się dość łagodnie, przez co można iść szybko. No i idę. Droga fajna, bez kamieni, dość twarda. Niestety za Muralowym Wierchem zaczęła przypominać Pojezierze Fińskie z mnóstwem cypli. Generalnie te cyple były twarde, pewne. Ale niestety jeden z nich mnie zawiódł i skończyło się to tym, czym chodzenie po tej drodze na przełęcz między Magurą a Menczełykiem. Nie miałem już jednak ani siły ani czasu, aby te buty troszkę oczyścić. Wyglądały więc jak buty murarza.
Na szczęście noszę cały czas stuptuty, dzięki czemu losu butów nie podzieliły nogawki spodni. Wpadam na stancję o 18.30 czasu polskiego. Przeszedłem więc 14h 10min plus 20min jazdy pociągiem plus 20 minut jazdy busem. Pobiłem więc rekord sprzed 4 lat, gdy pasmo Pikuja przeszedłem w 13h 45min. Dziś zrobiłem tak naprawdę program przewidziany na dwa dni. Wiem, że jutro będę zmęczony, ale jutro i tak spodziewane jest spore zachmurzenie i deszcz. Więc trzeba było korzystać z okazji. Tym bardziej, że dziś miałem dzień konia i zwyczajnie wszystko się udawało pomimo tylu przeciwności (bo to i pies i błoto i długie dojście do Różanki Wyżniej).
Zdjęcia:
https://files.fm/u/262xzawv2w2wc3zs
1. Cerkiew prawosławna w Sławsku
2. -3. zabudowania w dolinie potoku Osa
4-6. cerkiew w Tuchli (nie wiem jakiego wyznania, prawdopodobnie grekokatolicka)
7. studnia w Tuchli
8. polana widokowa w rejonie pasma Bahna (na jej końcu zaczyna się ultra-błotnisty odcinek specjalny)
9-10. na grzbiecie Czornej Repy - widok na Bliźniec (podwójny szczyt na pierwszym planie) i Borżawę (na dalekim planie)
11. widok z pasma Czornej Repy na Gorgany (Jajko Ilemskie, Gorgan Ilemski, Mołoda,Grofa, Parenkie, Popadia)
12. zbliżenie zdjęcia nr 11
13. widok z pasma Czornej Repy na północ, w kierunku Wysokiego Wierchu i Zworca
14-15. panorama w kierunku południowym z pasma Czornej Repy
16-17. zbliżenie zdjęć nr 14 i 15
18. widok na południe z pasma Czornej Repy - wersja pośrednia
19. Zworec i ruiny dawnej gospody - po środku szczyt Trościan
20. resztki dswnej gospody na Zworcu
21. buty po wycieczce
tagi: czorna repa sławsko tuchlja bahna
|
|
OjciecDyrektor |
| 25 września 2026 05:50 |
Komentarze:
|
saturn-9 @OjciecDyrektor |
| 25 września 2026 10:20 |
Skoro cerkiew na pierwszym zdjęciu nasłoneczniona od zachodu ta obecna miasorubka na wschodzie w obronie niebieskiego nieba nad Galicją i Lodo..... ? [Znak zapytania wskazany]
...zwarty szpaler brzóz na grzbiecie... Brzoza to pionierskie drzewo. Nie było nas był las nie będzie ...
|
|
OjciecDyrektor @saturn-9 25 września 2026 10:20 |
| 25 września 2026 10:29 |
Szczerze, to nie jestem biegły w symbolice...:). No ale zdaję sobie sprawę, że plany budowy świątyń nigdy nie są przypadkowe
|
|
Andrzej-z-Gdanska @OjciecDyrektor |
| 25 września 2026 18:53 |
I znowu ciekawa relacja. Te 14 godzin w ruchu to ładny wynik, ja nie daję rady. Niestety nie mogę obejrzeć zdjęć, chociaż w ubiegłym roku oglądałem, bo Avast nie dopuszcza do otwierania plików.
Przy okazji mam pytanie: czy można obronić się paralizatorem przed nożownikiem?
|
zkr @Andrzej-z-Gdanska 25 września 2026 18:53 |
| 25 września 2026 19:55 |
> Te 14 godzin w ruchu to ładny wynik
No, niezle. Ja raz w zyciu przeszedlem troche ponad 50 km (jedna petla Harpagana) i to bylo naprawde meczace. Troche ponad 12 h marszu.
Ci co robia calosc maja 24h na 100km (dwie petle). No i jest to bieg z kompasem.
Sa zawodnicy, ktorzy to robia ponizej 12h.
Ale OD to hardkor ;) Wytrenowany do takich zadan. Szacun.
|
|
OjciecDyrektor @Andrzej-z-Gdanska 25 września 2026 18:53 |
| 25 września 2026 19:58 |
Ciężko. No paralizator trzeba przyłożyć do ciała, a raczej do ubrania (działa nawet przy grubej tkaninie). Na nożownika najlepszy jest gaz pieprzowy, ale nie w żelu, a stożek chmury (on go obezwładni natychmiast). No i na nożownika niezawodna jest siekiera....:)
|
|
OjciecDyrektor @zkr 25 września 2026 19:55 |
| 25 września 2026 20:01 |
Nie lubie hardkoru...:). Ale czasem tak wychodzi...trzeba być przygotowanym na wszystko. Szedłem na lekko, z małym plecakiem. Z ciężkim to może też bym dał radę, ale byłbym skatowany po takiej imprezie.
|
|
OjciecDyrektor @zkr 25 września 2026 19:55 |
| 25 września 2026 20:07 |
Te "marsze" na 100km to mnie pachnie szajbą. Kiedyś słuchałem relacji osób z takich biegów typu "Bieg Rzeźnika" w Bueszczadach lub innych, gdzie dystans liczony jest w setkach kilometrów (200-300km). Uważam to za szajbę, bo w końcu ktoś wymyśli "Bieg na Księżyc", czyli na dystansie 385.000 km. Czyli impreza trwać będxie bite 11 lat z codziennym biegiem. To mniej więcej tak, jakby ktoś zgłosił się na ochotnika do zakładu karnego, aby "odleżeć dziesionę" za kogoś. Do tego dojdzie - to tylko kwestia czasu. Szajby mają to do siebie, że eskalują u entuzjastów.
|
|
OjciecDyrektor @Andrzej-z-Gdanska 25 września 2026 18:53 |
| 25 września 2026 20:11 |
Tu jest taki fajny gaz stożek chmura. Zawsze go mam pod ręką:
|
|
OjciecDyrektor @OjciecDyrektor 25 września 2026 20:11 |
| 25 września 2026 20:11 |
63ml
|
zkr @OjciecDyrektor 25 września 2026 20:07 |
| 25 września 2026 20:15 |
Powiem tak - pierwszy raz bylem na dluzszym biegu na orientacje.
Meczace. Ale klimat/atmosfera takich imprez jest swietna.
P.S. Mysle, ze po paru sezonach cwiczen czlowiek dalby rade ukonczyc calosc.
P.S.2 co do "szajby" - sa goscie ktorzy biegali codziennie... maraton
Przez rok codziennie biegał maraton. Teraz szykuje się do kolejnego wyczynu!
Ale nie wiem czy to szajba. Po prostu maja ekstremalnie wytrzymale organizmy.
|
|
OjciecDyrektor @zkr 25 września 2026 20:15 |
| 25 września 2026 20:25 |
Ale tu chodzi o czas. Po co tyle czasu trawić na bieganie? Foresty Gumpy? Nie mają nic ciekawszego do zrobienia w życiu? Maraton to minimum 3h. Najczęściej 4h. Nie pracują? Może nie muszą. Ale jak tak, to na cholerę coś takiego. Mogę zrozumieć, że ktoś chce złapać kondyncję przed jakąś poważną eskapadą. Ale na to wystarczy 3 miesiące. I nie trzeba maratonu - wystarczy 15km, co zajmuje ok. 1,5h. A i tak w górach dojdzie do jednego dnia z kryzysem. Bo bieganie po płaskim ma się nijak do chodzenia po górach.
Nie rozumiem tego. Codziennie? Przez rok lub dłużej? To choroba.
|
zkr @OjciecDyrektor 25 września 2026 20:25 |
| 25 września 2026 20:48 |
> Nie rozumiem tego.
Ja tez nie ale mysle, ze ciekawy przypadek dla medykow (nie chodzi mi o psychiatrow!).
Ciekawe jest to ile moze organizm wytrzymac.
Jesli chodzi gosci od sportow ekstremalnych to zrobil na mnie wrazenie Janusz Golab.
Bylem na spotkaniu. Wrazenie?
Profesjonalista. Zadnego gwiazdorzenia.
Nie rozumiem alpinizmu ale mialem wrazenie, ze slucham goscia, ktory doskonale wie co robi i nie idze w brawure aby sie popisac.
"9 marca 2012 r. Adam Bielecki i Janusz Gołąb stanęli na szczycie Gaszerbrumu I. Zostało to uznane przez renomowany amerykański portal internetowy ExplorersWeb za najważniejsze osiągnięcie w dziedzinie eksploracji i sportu w 2012 r. – ważniejsze nawet od skoku Felixa Baumgartnera z kosmosu."
link
|
zkr @OjciecDyrektor |
| 25 września 2026 20:57 |
Tak w ogole to zbierajac informacje z Pana wpisow oraz komentarzy to widze juz zarys poradnika o wielodniowych wycieczkach gorskich. Jak sie przygotowac kondycyjnie i silowo, jaki sprzet wybrac, co jesc na trasie etc.
Pisze na 200% powaznie.