Kamianka 1578m
13 lipca, niedziela. Dziś krótki wypad na lekko na Kamiankę 1578m. Wychodzę o 11.30. Idę w dół Synewirskiej Polany do miejsca ujścia potoku Studennyj. Miejsce to charakteryzuje się dwoma kładkami - jedna z balustradą, a druga bez. Pośrodku zaś jest ów potok z "wodospadem" w postaci sztucznego progu. Wybieram kładkę bez balustrady. Idę ścieżką, mając potok po lewej. Po prawej mijam dwie ławeczki i obudowane drewnem źródło. Jest i kubeczek. Po niedługim czasie droga ta łączy się z tą, która wiedzie przez kładkę z balustradą.
Z początku droga jest trochę kamienista. Później to już sam kamień, drobny. Dochodzę do miejsca, gdzie jest dość szeroka i równa łąka. Tuż za nią odchodzi w lewo ścieżka. Jest pokusa, aby nią iść, ale odpędzam ją. Dzięki Ci Panie Boże! Idę dalej i trafiam na dość stromy parów. Jest strasznie kamienisty. Do tego drzewo zagradzające 3/4 ścieżki. Słyszę odgłos motoru.
Co? Tędy? Przez te straszne kamulce? Do tego jest zwalone drzewo. Nie da rady przejechać. Idę dalej tym wąskim, stromym parowem i wychodzę na takie szerokie wypłaszczenie. Odgłos motoru coraz bliżej. W końcu, gdy już zacząłem podchodzić pod przełęcz między Kamianką a Ozirną, zobaczyłem motor, a za nim kolejne - w sumie ośmiu. Skurczybyki. No ale to miejscowi, bo mieli jakieś torby ze sobą i poza tym ubrani normalnie, a nie w takie kolorowe trykoty.
Jechali aż do samej Kamianki na moje nieszczęście, bo tam zbierali szyszki z kosówki. Ponoć na kaszel miksturę z tego robi się. Zły byłem za te hałasy ich motorów, ale na samym szczycie Kamianki nawet sobie spokojnie pogadaliśmy. Inna rzecz, że w zasadzie to nie miałem innego wyjścia. Nie będę sobie psuł humoru z powodu takiego niefartownego zbiegu okoliczności. Poza tym byly długie chwile ciszy i spokoju, bo oni też musieli się zatrzymywać i zrywać te szyszki.
Tym czasem jestem na przełęczy i ruszam w stronę Kamianki. Po ok. 500m zaczyna się połonina i tam przy samej ścieżce rozłożyli się ze stadem kóz pasterze. Są i psy, ale agresywne. Skoczyły do mnie, a ja odpędzam je kijkiem teleskopowym. Próbują mnie otoczyć, więc się cofam. I to jest błąd przy ataku psów, bo one wtedy jeszcze zajadlej atakują. Trzeba zawsze zmusić psy do cofania się, a nie na odwrót.
Cofając się nie zauważyłem pieńka i potykając się o niego fiknąłem koziołka. Dopiero wtedy pastuch skoczył w moim kierunku i zaczął odpędzać psy. Zakląłem z powodu jego wcześniejszej bierności. Mam jeszcze gaz pieprzowy w żelu, ale nie chciałem go używać, bo liczyłem na szybkę interwencję pasterzy. Niestety ci tu to takie typy, które lubią postraszyć turystów swoimi psami i z satysfakcją patrzą, jak się z tymi psami męczą. Zapamiętałem tę lekcję i obiecałem sobie, że jak będę wracał z Kamianki, to gaz będę miał w pogotowiu.
Po incydencie z psami ruszyłem dalej, choć szło się wysilkowo z uwagi na nerwy i wysiłek ruchowy włożony w odpędzanie psów. Generalnie widoki z połonin, napotkanych po drodze, są miłe. Są zarówno na zachód, jak i na wschód.
W końcu dotarłem do kosówki. Po długim wypłaszczeniu szlak zielony schodzi w dół, do szosy Synewir-Miżhirja. Na Kamiankę odbija w lewo nieznakowana ścieżka. Zaczyna się w miejscu, gdzie po lewej (idąc w dół) jest usypany kopiec z kamieni, a na jednym płaskim kamieniu napisane jest białą farbą "Kamianka". Ścieżka to w zasadzie same kamienie w stylu kafelkowym. Chodzi się po tym jakoś, ale jest nierówno i trzeba pilnować równowagi.
Podchodząc pod samą kopułę szczytową Kamianki natrafiamy na miejsce, gdzie w lewo odbija wąska, skrótowa ścieżka na szczyt. Nie ryzykowałem jednak pójścia nią, bo nie wiedziałem, czy na tym stromym odcinku kosówka nie pochłonęła ścieżki. Wybrałem wariant bezpieczniejszy, czyli poszedłem szerszą, kamienistą ścieżką i łagodnie wspinającą się na szczyt.
Na szczycie Kamianki jest ok. 4m wysoki betonowy słup - to pozostałość po metalowej wieży telekomunikacyjnej. Janusz Gudowski wspominał o niej jeszcze w 1995. Ale, jak większość takich konstrukcji, umiejscowionych na szczytach, uległa któregoś dnia karpackiemu huraganowi i poszła "w drebiazgi". Do betonowego słupa przytwierdzono duży prawosławny krzyż. W tej okolicy grekokatolicy są tylko w Synewirze, Kołoczawie i Miżhirji. Reszta to prawosławie.
Na szczycie stoją też motory i ich właściciele, których widziałem po wyjściu ze stromego parowu. Jak widać, praca pracą, ale podziwianie widoków to miła rzecz i zawsze odrywa od pracy. Czekam aż sobie w końcu pojadą, bo nie chcę, aby mnie mijali na tej ścieżce. Czekam na to ok. 30min. Ostatniemu z nich pomagam odgiąć ciężką gałęź kosówki, w której zaklinował się jego motor. Nieprswdopodobne, gdzie może wjechać człowiek na motorze!
Schodząc zahaczyłem nogawką o wystającą gałęź kosówki i rozerwałem sobie zamek przy nogawce. Kurcze! Od teraz będę musiał gumką ściskać tę nogawkę lub agrafką, bo bez zamka nogawka będzie wyglądała, jak wielki dzwon. Coś w tym roku dużo strat w ekwipunku. Choć trzeba przyznać, że to mój najbardziej hardcorowy wyjazd w góry. Nie ma litości kosówka.
Schodzę dość szybko i zbliżam się do miejsca z kozami i psami. Wyciągam gaz żelowy i wypatruję psów. Nie ma ich jednak w tym miejscu, co ostatnio. Nie ma też stada kóz. Jest jeden z pasterzy i gada z przybyłym na jeepie właścicielem stada. Spojrzał na mnie ponuro. Bez słowa go minąłem. Stado kóz usłyszałem w dole, 500m dalej, na ścieżce. Słyszę już psy i krzyczę do pastucha, aby zabrał psy, bo chcę przejść. Nie ma reakcji, więc idę dalej twardo do przodu. Wyskakuje do mnie pierwszy pies i dostaje strzał z gazu. Odskoczył na kilka metrów i już tylko z oddali ujada. Potem drugi i trzeci też dostają i taka sama reakcja. Na końcu i czwarty. Idę jak Clint Eastwood ze swoją spluwą. Bez strachu, bez emocji strzelam do psów z gazu. To one mają się mnie bać, a nie ja ich.
Stado kóz rozstępuje się przede mną. Na końcu widzę pasterza. Zdziwiony wielce pyta się, co mam w ręce. Pokazuję mu "Husarię" kupioną na allegro. Jest oburzony, zaczyna machać kijem, ale tak bezpiecznie, bo chyba zrozumiał, że jak spróbuje mnie uderzyć, to też dostanie strzała. Próbuje bezskutecznie poszczuć mnie psami. Psy się mnie boją i stoją za nim. Odchodzę. Po kilku metrach widzę przelatujący obok mojej głowy kawałek drewna. Co za tchórz. Ma szczęście, że nie trafił, bo bym się wrócił i dostałby gazem, a potem jeszcze kijkiem teleskopowym bym go boleśnie pokłuł.
Złośliwy typ i tchórz. Popsułem mu zabawę i jedynie co może zrobić, to z bezsilności rzucić mi kawał drewna, gdy jestem plecami do niego zwrócony. Głupiec nawet nie wie, ile miał szczęścia, że nie trafił. Leżałby ze trzy kwadranse i dochodził do siebie. I żaden pies by mu nie pomógł. Swoją drogą nie rozumiem takiej zuchwałości i bezczelności, bo każdy, który tak postępuje z innymi ludźmi powinien mieć świadomość, że ludzie mogą się zemścić i to w okrutniejszy sposób. Ileż trzeba mieć pychy, aby czuć się tak bezkarnym. Co za problem dla poniżonego i pogryzionego człowieka pójść z paroma znajomymi i odwiedzić takiego typa po kilku miesiącach i spalić mu ten cały majdan, bydło rozproszyć, a psy pozabijać? A typa na końcu porządnie obić i to nie rękami, a czymś cięższym. Naprawdę nie rozumiem tej głupoty.
Pozostały odcinek zejścia upłynął już bez żadnych przygód. Na dole, przy kładkach byłem po 7h, licząc od wyjścia z "hotelu". Po drodze jeszcze zaszedłem na obiad do huculskiej gospody. Wystrój ładny. Zamówiłem steka wieprzowego, sałatkę i ziemniaki ze skwarkami plus podwójny kompot śliwkowo-malinowy. Stek był duży, gruby i nie dało się go ukroić nożami stojącymi na stole. Na szczęście w porę obsługa zauważyła problem i podano mi szybko ostry nóż.
Smak był dość naturalny i dobrze, że dostałem jeszcze keczup do tego steku. Sałatka była ok. Ale ziemniaki posypano mi bryndzą. Nienawidzę bryndzy. Jest słona. Zeskrobałem ją z ziemniaków. Skwarki zaś były bardzo przypalone i w zasadzie nie do zjedzenia. Za wszystko zapłaciłem 710hr, czyli 64zł. Drogo, ale tu we wszystkich gospodach ceny obiadów są dwukrotnie wyższe, niż gdzie indziej. Zwykły barszcz to koszt 200hr, gdy w Skole płaciłem 100hr. Poza tym miałem świadomość, że płaci się też za zjedzenie w ciekawym otoczeniu, z oryginalnym wystrojem wnętrza. Następnym razem będę się dwa razy upewniał, że zamówiłem to, co chciałem.
Zdjęcia:
1. Widok z Kamianki 1578m na północ i wschód. Od prawej: Piszkonia (Negrowiec 1702m, Horb), na horyzoncie pasmo Busztuł 1691/1693m-Strunczul 1630, przed tym pasmem Petedna 1603m, Seredna i Zadna, dalej na lewo na horyzoncie "siwa" Popadia 1742m, na lewo od niej na horyzoncie wystaje Parenkie 1737m i Grofa 1748/1752m (też "siwa" od gorganu), przed Parenkie i Grofą jest Kańcz 1578m. Na pewo od Grofy jest Mołoda 1724m i na lewo od niej Sywania Lolińska 1642m z ogromnym polem gorganu i dalej Ukiernia 1622m, Pohaniec 1667m i Jajko Ilemskie 1679/1685m. Przed pasmem Jajka Ilemskiego jest Ozirna 1500m. Na lewo od Ozirnej wystsje Menczył 1454m, Gurgulat 1442m (?) - stożek i dalej wał Horodyszcze 1377m
2. Zbliżenie zdjęcia nr 1 od Grofy do Horbu (Piszkonia)
3. Widok z Kamianki na płn-wsch. Od lewej: Mołoda 1742m i "girgańska trójca" - Grofa, Parenkie, Popadia. Przed nimi Kańcz. W dole wieś Synewirska Polana
4. Wersja panoramiczna zdjęcia nr 3. Opis szczytów patrz zdjęcie nr 1
5. Wersja zdjęcia nr 4 - szersza pabirama. Po prawej Piszkonia. A na lewym skraju Horodyszcze
6. Wersja zbliżeniowa zdjęcia nr 5
7. Widok z Kamianki na południe. W środku na horyzoncie Połonina Krasna, a po praweh na horyzoncie Poł. Kuk 1361m i dalszy ciąg Borżawy.
8-10. Wnętrze huculskiej gospody
tagi: karpaty ukraińskie zakarpacie kamianka
|
|
OjciecDyrektor |
| 22 października 2025 05:31 |
Komentarze:
|
Paris @OjciecDyrektor |
| 22 października 2025 07:52 |
Gospoda, nawet fajna,...
... widoki tez !!!
Ale, co to jest gaz pieprzowy w zelu,... czy moze byc gaz nie w zelu ? Ostatnio, kupilam sobie gaz pieprzowy pod HM. Gaz jak gaz, metalowa tubka z plastikowym zakonczeiem do psikania, jak dezodorant,... ale nie przygladalam sie za bardzo, zaplacilam 30 zeta i tyle,... moglby Pan skreslic ze 2 zdania w tym temacie ?
|
|
OjciecDyrektor @Paris 22 października 2025 07:52 |
| 22 października 2025 08:01 |
Gaz żelowe wypluwa żel, a gaz nieżelowy to chmura gazu. Chmura gazu ma mniejszy zasięg i się łatwo rozprasza, przez co skuteczność trafienia jest mniejsza, niz w żelowym.
Tydzień temu kupiłem jeszcze jeden gaz w żelu "Gruzzly". On ma większt zasięg nuż Husaria i większa moc drażnienia. Husaria ma 2mln czegoś tam, a ten Grizzly 4mln. Tego Gruzzly kupiłem z myślą o niedzwiedziach w Rumunii.
|
|
Henry @OjciecDyrektor |
| 22 października 2025 15:07 |
Uśmiałem się szczerze z tego Gruzzly ;-)
|
qwerty @OjciecDyrektor |
| 22 października 2025 15:10 |
Strzelałeś z biodra?
|
|
stanislaw-orda @Henry 22 października 2025 15:07 |
| 22 października 2025 16:17 |
grizzly i drappaly
|
|
OjciecDyrektor @qwerty 22 października 2025 15:10 |
| 22 października 2025 19:43 |
Nie. Z wyciągniętej ręki....:)
|
|
OjciecDyrektor @Henry 22 października 2025 15:07 |
| 22 października 2025 19:44 |
Taka literówka mi wyszła...:). Może ten gaz gruzuje wszystkie miśki?
|
qwerty @OjciecDyrektor 22 października 2025 19:43 |
| 22 października 2025 20:01 |
Sceny wręcz komiksowe. Fajnie się czyta.
|
|
OjciecDyrektor @qwerty 22 października 2025 20:01 |
| 22 października 2025 20:39 |
No bo tak było...:). Cała tegoroczna wyprawa to jeden wielki komiks przygodowy. Najlepsze sceny jeszcze przed wami..:)
|
qwerty @OjciecDyrektor 22 października 2025 20:39 |
| 22 października 2025 20:44 |
Czekamy.