Czy można Ukraińca nauczyć empatii?
Piątek, 26.06.26. Budzę się wcześnie i stwierdzam, że nie ma rosy, a podmuchy wiatru nie są takie zimne. Pakuję się w miarę składnie i bez śniadania wyruszam z całym majdanem na plecach po wodę.
Okazuje się, że do źródła wody jest nie tylko 10-metrowa ścieżka w dół, po prawej stronie trawersu, ale jest nawet namalowana na ziemi jaskrawo pomarańczowa kropka u samego wylotu ścieżki. Jak ktoś wie, to bez pudła trafi po wodę. Ja nie wiedziałem, a do tego mapa Hutyraka aż o 2 sekundy bardziej na zachód umieściła owe źródło.
Samo ujęcie wody jest rewelacyjne. Napełnia 1,5L w ciągu 50 sekund. Do tego można tu się wykąpać, bo woda leje się jakby z wysokiego krana. Są dwie rury, które kanalizują wodę i jedna jest ucięta i z niej wylewa się strumień wody.
Tu zjadam śniadanie i robię inne przygotowania do dzisiejszego etapu. Jestem mocno obładowany wodą, bo zamierzam przejść cały główny grzbiet Borżawy, aż do minimum przeł. Prislop. A z wodą na głównym grzbiecie jest bardzo słabo.
Jest bezchmurnie, ale widoczność dziś kiepska - duże zamglenia na horyzoncie. Idę najpierw na Stoja południowym jego ramieniem. Z początku droga umiarkowanie pnie się do góry. Ale w miejscu, gdzie odchodzi w lewo trawers wybieram stromą drogę. Wiem ,że na końcu jest przedzwierzchołek i płasko. O wyborze zdecydowało też to, że stromsza graniówka jest ziemista, a trawers kamienisty i zaledwie 20-30m niżej się wspina. Zbyt mała różnica, aby męczyć się po kamieniach.
Drobię tip-topkami, ale wchodzę na grzbiet bez zatrzymanki. Jest wypłaszczenie, na którym stoją ruiny wysuniętej stacji do obsługi dawnych sowieckich radarów na Stoju (po których nie ma już śladu, gdyż zostały zdmuchnięte ich kopuły jakieś 15 lat temu). Wchodzę tam, aby sprawdzić stan techniczny. Budynek nadaje się w zasadzie tylko jako schron przed burzą lub ulewą, choć są szczeliny w stropie, przez które woda będzie ściekać. Do nocowania się nie nadaje - na podłodze pełno gruzu i innego śmiecia. Zastanawiam się, dlaczego z taką zajadłością zdewastowano te wszystkie budynki? U nas nawet po 30 latach ich stan byłby taki, że nadawałyby się do prowizorycznych choćby noclegów.
Musiało tu być ujęcie wody. A nie ma. Stropy się zawaliły. U nas poniemieckie obiekty wojskowe są często w doskonałym stanie, a na pewno w stanie umożliwiającym prowizoryczną adaptację. Tu na Ukrainie jest jakaś straszna bezmyślność i niedbalstwo o mienie, które mogłoby służyć innym. Właśnie innym, a nie dla siebie. I tym się różnimy od Ukraińców. Tu niczyje oznacza, że można to zdewastować. Choć był taki okres w latach 1995-2000, że "młodzi wykształceni z dużych miast" dewastowali dużo dawnej, porzuconej infrastruktury - choćby pomosty nad jeziorami czy jakieś altany.
Z wypłaszczenia widać już kopułę Stoja. Mam do wyboru - drogę trawersującą wierzchołek, łagodną, ale dłuższą. A druga droga, to bardzo stroma droga wprost, najkrótszą linią na wierch. Wybieram tę krótszą. Co ja Panie Boże zrobiłem?!! Z ciężkim bardzo plecakiem podchodzę. Z daleka ta droga wygląda ambitnie. Właśnie to zdecydowało o jej wyborze. Ale gdy już wchodzi się na nią i widzi przed sobą tę straszną stromiznę, to zwyczajnie ma się ochotę zbastować z takim ciężarem, jak mój. No ale tu się odezwała moja chora ambicja. Więc idę dalej. Były trzy momenty, że omal się nie zatrzymałem. Wytrzymałem, ale ile sił i energii mnie to kosztowało, to okazało się dopiero w późniejszym etapie.
Na razie się cieszę. Jestem na szczycie Stoja 1680m sam. Jest godzina 10-ta czasu kijowskiego. Horyzont jest mglisty, ale sporo tej mglistości już słońce zabrało, co powoduje, że widoki są całkiem fajne. Ta najwyższa część połoniny Borżawa jest wręcz monumentalna. Majestatu dodają bardzo strome północne zbocza. Z daleka grań pomiędzy Stojem a Wielkim Wierchem wydaje się płaska. Z bliska jest najeżona stromymi kopułami. Przez to ścieżka graniowa i widoki z niej są tak bardzo fascynujące.
Pogoda jest słoneczna, ale tu w najwyższych partiach Borżawy wieje bardzo silny wiatr. Nazwałbym go halnym, ale nie jest ciepły. Zdmuchuje cały żar słońca. A nadto, gdy słońce schowa się za pierwsze pojawiające się chmury, to jest wręcz zimno. Mam założony pod szyję komin oraz na dolną część pleców pokrycie z parasolki złożone na pół i zapięte na pępku agrafką. Jest to najlepsza osłona nerek i lędzwi przed przewianiem, a zajmuje znikomą przeztrzeń w plecaku. O wadze tego nawet nie ma co gadać.
Na całej grani jestem sam. No ale wyciąg na Hymbę, a w zasadzie pod Hymbę (bo trzeba z górnej stacji wyciągu podejść na Hymbę jeszcze jakieś 200-250m w pionie) rusza dopiero o 10-tej. A ludzi na Ukrainie, uprawiających taką kwalifikowaną turystykę górską jak ja, jest znikoma ilość. Na Wielki Wierch nie wchodzę. Trawersuję go, z tym że początek trawersu musiał być bardzo zarośnięty trawą, bo go przeoczyłem i dopiero 40m wyżej, gdy zorientowałem się, że podchodzę pod Wielki Wierch, zauważyłem niżej wąską ścieżkę. Zszedłem więc do niego na przełaj, bo trawach. Wychodząc z niego na główną drogę łączącą Wielki Wierch z Hymbą, zauważyłem, że i tu wejście na trawers jest zamaskowane trawą. Wejście wskazuje słup z daszkiem i taka zasada jest tu powszechna. Jak się widzi w jakimś miejscu taki słup, to trzeba zachować czujność, bo on informuje, że w tym miejscu zaczyna się jakaś istotna boczna droga. Może jej nawet nikt nie widzieć, ale ona tu jest.
Schodzę na głęboką przełęcz. Na tym odcinku, między Hymbą a Wielkim Wierchem naliczyłem w sumie 69 turystów. Wszyscy szli na Wielki Wierch, a tylko nieliczni na Stoja. Mnie to cieszy, bo zależy mi na ciszy i spokoju na odcinku od Hymby do Żydowskiej Magury i dalej. Ta druga część jest po prostu bardziej malownicza, bardziej urocza. Ta wysoka jest monumentalna, ale z powodu jej znacznej wysokości ponad otoczenie, widoki nie są aż tak malownicze na dalsze szczyty - te szczyty są po prostu spłaszczone, wyglądają jak karły.
Minęły mnie też dwie terenówki, ale idę podwietrzną stroną i gwiżdżę na ten kurz wzniecany przez nie. Podejście pod Hymbę jest długie. Najpierw łagodne, a potem strome. Na Hymbie jestem sam, ale nie zatrzymuję się tu, na tym szerokim, płaskim klepisku/parkingu dla terenowych taxi.
Idę w strony Magury Żydowskiej, której śmiała kopuła oznacza, że podejście będzie odczuwalne. No i jest. Na tym szczycie robię godzinny popas. Podsuszam tropik i inne sprzęty biwakowe. Zabieram się za jedzenie i picie. Zwłaszcza picie. Czuję, że dziś mam kryzys. Podchodzę może i sprawnie, ale bardzo wysiłkowo. Na Hymbę ze Stoja szedłem 2h10min. Ze Stoja na Magurę Żydowską 2h50min. Kryzys oznacza, że obojętnie ile i co zjem, oraz obojętnie co i ile wypiję, do końca dnia będę się męczył.
Dużo piję. Wziąłem ponad 5L nqpojów i teraz zostało mnie już tylko pół litra. Muszę znaleźć jakieś źródło. Idę na szczczyt Hrab. Gdy dochodzę, stwierdzam, że widok z niego jest bardzo piękny i szeroki. Myślę nawet, że ten widok z Hrabu jest najpiękniejszy w całej Borżawie. Ledwo się zbieram z niego, a słyszę, że jadą tu motory. W sumie naliczylem 9 osób na motocrossach. Oni chyba mają wszystkich innych ludzi za h****w, bo jak inaczej nazwać to, że oni mijając człowieka nie zwalniają, aby go nie zasypać chmurą kurzu?
Jadę stałą prędkością i nie przejmują się, że zasypują piaskiem człowieka. Ciekawe, jakby zareagowali, gdyby ktoś im nagle wysypał w twarz cały worek z odkurzacza? To ta sama grupa, która mnie minęła na początku podejścia pod Magurę Żydowską. Na szczęście szybko odjechali i po 10 minutach było już cicho. Mogłem sobie w ciszy i spokoju przejść całą uroczą połoninę Szerokiego Wierchu. Niestety pojawiły się i tu pojedyńcze 2m świerki. Za 25 lat znikną piękne widoki z niej. Dziwię się, że nikomu to nie przeszkadza, że wszyscy są bierni. Zwłaszcza jagodziarze. Bo co to za problem ściąć te malutkie świerki i spalić? Albo wyrwać z korzeniami? Nie myślą wcale o przyszłych pokoleniach?
Jednolity, zwarty pas połoniny kończy się szczytem Kiczera. Na nią muszę się znowu wspiąć z wysiłkiem. I z niej jest ładny widok. Schodząc, wyprzedzają mnie kolejni motocrossowcy. Tym pokazuję rękoma znaki, aby zwolnili i o dziwo - zwalniają. A jednak można ich czegoś nauczyć. Czyli to bezmyślność, a nie chamstwo, choć skutek jest taki sam.
Za Kiczerą jest na mapie źródło. Widzę po lewej stronie drogi stół i ławki. Tu zostawiam plecak, a z butelkami idę na poszukiwanie wody. Po 50m, po prawej widzę wąską ścieżkę w dół. Skręcam na nią i po kolejnych 50m, za krzakami trafiam na grupę 6 osób, urządzających sobie biwak. Pytam się ich,.gdzie tu jest woda? O tam, 10m dalej. Widzę taką mini-grotę pod drzewem. Sporo "fusów" pływa, więc ostrożnie nabieram kubkiem wodę. Jest czysta. Często jakiś liść, czy inny paproch wleci z wodą do kubka. Wtedy wodę wylewam na ziemię obok źródła. Przez to nabieranie 4 litrów wody trwa jakieś 20 minut.
Wracam do plecaka szczęśliwy. Teraz mogę zrobić biwak w każdym dogodnym miejscu. Jest 17-sta, więc jeszcze z godzinkę pochodzę na luzie. Oczywiście plecak znowu swoje waży, ale spokojnie daję radę. To dogodne miejsce znalazłem na skraju połoniny przed górą Zwir. Tam też jest ponoć źródło, ale trzeba schodzić w dół jakieś 400m i 40m w pionie. Namiot rozbiłem tuż przy drodze, pomiędzy jakimiś krzewo-drzewami. Leciutko pochyły teren trawiasty. Najpierw rozbijam namiot, ale z założeniem tropiku czekam, aż słońce zacznie zachodzić - bo po pierwsze namiot się nagrzeje strasznie, a dwa owady przyciągnę, bo tropik jest pomarańczowy.
Potem piję pierwsze piwo - Zakarpackie. Ma wspaniały smak. Nie jest zimne. Jest letnie, a mimo to piję z ogromną przyjemnością. Potem coś jem. A na końcu otwieram moje ulubione - Kijowskie export Obołon. Wchodzi cudownie. Jestem oczywiście lekko wstawiony, ale nic a nic nie chce się spać. Ukraińskie piwa nie mulą. Piszę zaległe relacje. Jestem rozluźniony. Udało się przetrwać ten kryzysowy dzień, w którym każde stromsze podejście kosztowało mnóstwo sił. Jest tak ciepło, że nie zasuwam tropiku - zostawiam otwartą "bramkę". Jutro dzień mniej wysiłkowy, więc zasypiam pełen dobrych myśli.
Zdjęcia:
https://files.fm/u/f4hm5yr34cqvbm35
1. poranek na drodze przy źródle pod Stojem
2. wersja panoramiczna zdjęcia nr 1 - po środku zdjęcia widać Hymbę, Magurę Żydowską i Hrab. Na horyzoncie jest Połonina Krasna
3-4. panorama ze szczytu Stoj (na zdjęciu nr 3 widać po lewej otoczenie doliny Osy, Tomnatyk, Płaj i pośredni szczyt w masywie Stoja, na zdjęciu nr 4 widać dalszy - prawy - ciąg panoramy z Wielkim Wierchem, Hymbą, Magurą Żydowską, Hrabem, Połoniną Kuk i na horyzoncie zamgloną Połoniną Krasną)
5. szczyt Stoj 1680m i ruiny budynku. Widać też straszliwie stromą ścieżkę na szczyt
6. pozostałości podstawy kopuły radaru na szczycie Stoj (jedna z trzech - tzw. "Stonhenge"). Po lewej Połonina Kuk, po prawej Bużora 1085m - Park Narodowy "Zaczarowany Kraj"
7. wersja panoramiczna zdjęcia nr 6
8. krzyż na szczycie Stoja
9. widok na wschód - Tomnatyk, Płaj, Wielki Wierch. Na pierwszym planie po lewej drugi "Stonhenge"
10. wersja panoramiczna zdjęcia nr 9. Po prawej dodatkowo widać Hymbę i Żydowską Magurę. Po lewej widać dodatkowo Połoninę Równą i Ostrą Horą za "Stonhenge" nieco po lewej
11. Panorama z pod Stoja. Po środku Wielki Wierch. Na prawo od niegi Hymba, Żydowska Magura, Hrab i Połonina Kuk. Na lewo od niego pośredni szczyt w grzbiecie Stoja, Płaj i Tomnatyk
12. wersja zbliżeniowa zdjęcia nr 11
13. wersja zbliżeniowa zdjęcia nr 11 z Magurą Żydowską po prawej
14. Hymba (płaska), Magura Żydowska, Hrab i Połonina Kuk z grzbietu pod Stojem
15. wersja panoramiczna zdjęcia nr 14 poszerzona o Wielki Wierch po lewej
16. omyłkowo wgrane zdjęcie z pod szczyty Stoj - to sami, co na zdhęciu nr 12
17. widok z Hrabu na południe. Na pierwszym planie połonina Szerokiego Wierchu, po środku Połonina Kuk, na lewo od niej Menczul 1247m
18. wersja panoramiczna zdjęcia nr 17.
19. ultra-panorama z Hrabu. Pi prawej Stoj 1680m, w środku masyw Bużory 1085m (Zaczarowany Kraj)
20. inna wersja ultra l-panoramy ze zdjęcia nr 19
21. powtórka ujęcia ze zdjęcia nr 18, tyle że troszeczkę inna
22. widok z Kiczery - po lewej Połonina Kuk, po prawej Bużora 1085m
tagi: ukraina borżawa
|
|
OjciecDyrektor |
| 1 października 2026 00:04 |