Co tu robić?
28 lipca, poniedziałek. Prognozy na dziś są kiepsko średnie. Czyli, że pochmurno, a deszcz niewielki. Rano faktycznie były dość niskie chmury, ale ok. 11-stej podniosły się i nawet słońce przebijało czasem. Postanawiam ten dzień poświęcić na rekonesans. Idę więc do wsi Łopuchiw/Brustury aż do miejsca, gdzie zaczyna się droga na Pobitą. Tamtędy muszę iść z ciężkim plecakiem do Osmołody, więc lepiej wcześniej poznać drogę.
Dystans w jedną stronę, do przysiółka Proczka, to ok. 12km. Przy rozwidleniu potoków Mokranka i Brusturanka skręca się w prawo na Łopuchiw. Po 200m natykamy się na "pomnik" pracownika leśnego (lisoruba) zrobiony z dykty lub dechy i pomalowany odpowiednio.
Pięć minut za rozwidleniem, po lewej, jest dom "Burkut" (żółta elewacja) i chyba można tam znaleźć nocleg, ale nie wiem, bo nie pytałem. Spod ogrodzenia tego budynku, przy szosie, spływa po rynience woda źródlana. Jest to o tyle istotne info, że 5 minut później, za taką małą stacyjką benzynową, po prawej stronie szosy, jest takie fajne miejsce piknikowe. Jest ogrodzone, są altanki, toalety i równa krótka trawa, czyli idealne miejsce na biwak dla ultrasów namiotingu. Zaraz obok tego miejsca przepływa Brusturanka, więc kąpiel też jest możliwa. Najbliższy sklep jest w Ust Czornej, 15 minut marszu.
Po ok. 60 minutach dochodzę do centrum wsi Łopuchiw, a w zasadzie to Brustury, bo widać po napisach na budynkach, że wieś wróciła do przedwojennej nazwy. Brustury do bardzo duża wieś, choć po budynkach widać, że niezbyt zamożna, a na pewno nie tak, jak Niemiecka Mokra. Droga jest asfaltowa i w dobrym stanie, czyli dziur albo wcale nie ma albo są nieznaczne. Te znaczne pojawiają się w górnej części wsi, ale też są raczej wyjątkiem, niż standardem.
Wzdłuż drogi jest kilka uroczych miejsc, z których można podziwiać Brusturankę. Pozwala to zapomnieć o monotonii marszu po asfalcie. W Brusturach kupuję miód - cały litr za 300hr. oraz masło z Biedronki "Mleczna Dolina" 82% tłuszczu za 65hr (czyli 5,85zł). Nawet data jest do końca września niemal. To cud jakiś....albo data jest fałszywa. W Ust Czornej nie mogłem kupić masła 82%.
W końcu zaczyna się Proczka, a kończy się asfalt. To oznacza, że odtąd jest droga szutrowa z dużą ilością dziur, co bardzo dokładnie widać po kałużach. Wypatruję drogi/ścieżki na Pobitę, bo co mapa, to inna wersja. Na mapy.com w ogóle nie ma drogi na Pobitę. Wg mapy Compassu "Gorgany" jest,a nawet kilka, z tym że ta najwcześniejsza to konfabulacja - ścieżka idąca po długim grzbiecie Pobity nie istnieje w terenie. Za to jest ścieżka nr 2. Ta ścieżka jest też zaznaczona na mapie Hutyraka. Z nią jest jednak ten problem, że trzeba znać tutejszą specyfikę i wiedzieć, że wiele dróg, prowadzących na szczyty/grzbiety, jest odgrodzona. Właściciele nie robią problemu i można przechodzić przez ich podwórze, ale lepiej się spytać, czy ową drogą dojdzie się tam a tam i czy można tędy iść (o ile kogoś widzimy w obejściu).
Ta droga nr 2 jest dokładnie na przeciw takiego skalnego zbocza po drugiej stronie Brusturanki. Nigdzie indziej nie ma czegoś podobnego, więc jest to najlepszy znak orientacyjny. Droga nasza teoretycznie kończy się po 30m przy furtce domu, ale na prawo od niej jest drewniana furtka, która z reguły jest otwarta. Przez nią idzie się - zdawałoby się cudzym podwórkiem - pod górę, po trawie. Ścieżki praktycznie nie widać, ale najlepiej trzymać się prawego skraju podwórka tuż przy ogrodzeniu.
Zaczyna się bardzo strome podejście po trawie. Po lewej szczeka pies przy chacie, ale chyba jest uwiązany, bo nie wybiega - tylko szczeka. Stromo idziemy aż do miejsca, gdzie jest przerwa w ogrodzeniu. Tu widać już wyraźną ścieżkę, idącą dalej ostro pod górę. Z tego miejsca zawracam, bo już mam pewność, że to nie ślepa uliczka. Na mapie Compassu jest też ścieżka nr 3, która odbija w prawo nieco dalej i dochodzi do tej nr 2. Nie sprawdzałem, czy tak jest w istocie.
Trzeba wracać, bo i tak w sumie zrobię ok. 24km. Na szczęście zapowiadanego lekkiego deszczu nie było. Zrobiło się dość słonecznie i przyjemnie. Mam dwa dni na zrobienie trasy Dubowe-Apečka. Prognozy są takie same, jak na dziś, więc chyba jutro się pokuszę. Nie wiem tylko jak z widocznością będzie, bo dziś oceniłem ją na takie 3+.
Po powrocie do pokoju zastałem awarię, czyli brak wody w kranach. Dzwonię i mówię, że nie ma wody. Pani odpowiada, że jest problem, ale dziś jeszcze będzie rozwiązany. Więc czekam cierpliwie i piję izotonik, czyli piwo. To mi chyba już na zawsze wejdzie do jadłospisu - jedno piwo dziennie po pracy.
29 lipca,wtorek. Wstaję bardzo wcześnie z myślą, że pójdę na Apečkę. Patrzę o 5 w okno i widzę chmury. No trudno. To dziś poćwiczę brzuch. O 9 wychodzi słońce. Jestem zły na siebie, że zasugerowałem się radarem pogodowym. Słońce świeciło jednak tylko do ok. 12-stej i teraz znowu chmury. Więc jestem trochę uspokojony.
Analizuję jeszcze raz swoje najbliższe trasy i patrzę w ten radar na prognozę na kolejne dni. Wychodzi, że od czwartku do niedzieli jest okno pogodowe. Przedłużam więc pobyt jeszcze o jeden dzień - do czwartku. W sumie 7 dni i tylko będzie jedna trasa na Apečkę plus ten wczorajszy rekonesans doliną Brusturanki. Słabo, ale po prostu muszę wejść na Popadię przy dobrej pogodzie. Z niej jest ponoć taki widok, że mózg staje. Dlatego nazywana jest królową Beskidów Wschodnich. Nie jest najwyższa, ale widok ma najrozleglejszy - tako rzecze rzesza ekspertów. Więc zwyczajnie muszę tak długo czekać, aż trafię z pogodą. Nie przyjechałem tu dla zaliczania szczytów i bicia rekordów. Przyjechałem dla widoków i temu celowi jest podporządkowane wszystko.
Dlatego też zarezerwowałem sobie aż 66-67 dni na pobyt tutaj. Policzyłem, że plan optymalny to jeszcze 12-13 tras do zrobienia. Czasu mam jeszcze 28 dni. Teoretycznie więc mogę nawet dwa tygodnie mieć niepogody, czyli chodzić co drugi dzień. Niby to spory zapas, ale tu dni niepogody to zazwyczaj serie po 3-5 dni.
Burz jest mało - do tej pory tylko 3 dni grzmiało. Ale deszczu od drugiej połowy lipca, a w zasadzie to od 7 lipca, jest dużo. No ale to są Karpaty Ukraińskie i tu trzeba mieć dużo szczęścia, aby trafić na np. cały miesiąc pogody. Zdarza się dwa tygodnie, a czasem i trzy. W sumie na początku wyprawy szło wszystko znakomicie. Więc musiał przyjść okres gorszy.
Pocieszam się, że jak lipiec jest taki deszczowy, to może sierpień będzie w miarę dobry. A zależy mi na tym, bo z tych 12-13 tras aż 9-10 spędzę pod namiotem. Dużo, ale inaczej się nie da. Tak naprawdę dopiero teraz czeka mnie najtrudniejsza kondycyjnie i technicznie część wyprawy. Tak to zaplanowałem, aby kondycja się budowała stopniowo do momentu wejścia w Gorgany Centralne. Tak więc teraz dopiero przekonam się o swojej sile.
Zdjęcia:
1. Tereswa między Ust Czorną a Krasne
2. Tablica powitalna w Ust Czornej
3. Centrum Ust Czornej
4. "Pomnik" drwala
tagi: karpaty ukraińskie zakarpacie ust czorna brustury łopuchiw
|
|
OjciecDyrektor |
| 5 listopada 2025 04:47 |
Komentarze:
|
|
Henry @OjciecDyrektor |
| 5 listopada 2025 09:29 |
Mierz siły na zamiary ;-)
|
|
OjciecDyrektor @Henry 5 listopada 2025 09:29 |
| 5 listopada 2025 10:31 |
Trzeba ćwiczyć, bo siły mogą się zwiększyć w trakcie...:)
|
Paris @OjciecDyrektor 5 listopada 2025 10:31 |
| 5 listopada 2025 10:45 |
... nie wiem czemu, ale...
... Panska strategia skojarzyla mnie sie z ,,wyscigiem pokoju,, !!!
|
|
OjciecDyrektor @Paris 5 listopada 2025 10:45 |
| 5 listopada 2025 11:08 |
Tam też jeździli tylko po to, aby oglądać widoczki?
|
Paris @OjciecDyrektor 5 listopada 2025 11:08 |
| 5 listopada 2025 18:24 |
Niektorzy i owszem, podziwiali,...
... ale wiekszosc zawodnikow cwiczyla sie na plaskich etapach, coby potem w gorach radzic sobie na podjazdach !!!
|
|
OjciecDyrektor @Paris 5 listopada 2025 18:24 |
| 5 listopada 2025 20:58 |
Aha...teraz rozumiem...:).
|
Paris @OjciecDyrektor 5 listopada 2025 20:58 |
| 5 listopada 2025 21:32 |
Ciesze sie,...
... bo zeby w zyciu cokolwiek osiagnac, zawsze trzeba dobrze pomyslec i przygotowac sie !!!
Znaczy sie, przyjac jakas strategie = zrobic cos z cwancykiem,... mnie sie to u Pana podoba w tych gorach. Sama w zyciu tez sie kieruje takimi zasadami, a przynajmniej staram sie, bo jest duzo latwiej i mniej bolesnie.