-

OjciecDyrektor : Kiedy bogowie zorientowali się, że nie zdołają ukryć wszystkich swoich szwindli, stworzyli ekonomistów.

Cisza nocna obowiązuje od 3 do 7 rano.

Niedziela, 28.06.26. Pomimo bardzo późnego pójścia spać wstaję o 5.30 i jestem wypoczęty. Spokojnie się szykuję, czyli kąpię, jem śniadanie, piszę zaległą relację i pakuję plecak. 15 minut przed 10-stą wychodzę do pobliskiej malej cerkwi grekokatolickiej na mszę. Okazuje się, że tam chodzi i właściciel pensjonatu. Idziemy więc razem.

Po mszy pytam się gospodarza, o której jest najbliższy bus do Chustu? O 14-stej, a drugi o 15-stej. A gdzie przystanek? O tam, za tą żółtą planszą reklamową. Planuję bowiem dziś przejazd z Chustu do Kołoczawy. Wiem, że o ok. 18-18.30 jeździ na tej trasie bus. Już raz wracalem nim rok temu. Daję sobie dziś dzień odpoczynku i nie będę przechodził pieszo z Miżhirji przez Synewir do Kołoczawy. Ta trasa zajęłaby mi chyba z 6h i w Kołoczawie bylbym na 18-19. Mniej więcej o 19 będę w niej busem, więc po co chodzić piechotą?

Niby dziś ma byc upał, ale ja go nie czuję - jest fajny lekki wiaterek. O 13.40 wychodzę na busa. Wstępuję do sklepu, który jest na przeciwko pensjonatu, z boku takiego dużego budynku. Widzę tam piwo Zakarpackie bezalkoholowe. Z miejsca kupuję, bo nic tak dobrze nie nawadnia w upały, jak piwo. A że ma 0%, to jeszcze lepiej. W Polsce piwa bezalkoholowe to totalna porażka smakowa. "Zacznijmy od zera" - brzmi hasło reklamowe pewnego czołowego browaru. No to raz zacząłem i mogę powiedzieć, że to jest mniej, niż zero.

W sklepie upewniam się też, czy tu jest przystanek. Lekka konsternacja i w końcu słyszę, że do Chustu jest trochę dalej. Ok. To idę tam i popijam to piwo. Mimo, że jest letnie smakuje dobrze. Nie tak dobrze, jak alkoholowe, ale pije się je ze smakiem. Tam gdzie miał być przystanek jest sklep. Wchodzę i kupuję jeszcze wodę "Poljana Kwasowa" oraz dwie garści daktyli ( też są znakomite na upał, ale trzeba trochę popic wody po nich, bo są słodkie). Okazuje się, że i tu nie ma przystanku. To gdzie on w końcu jest? Za 5 minut będzie druga. Tam za cerkwią prawosławną 300m. Na pewno? Tak.

Idę spiesznie i 300m za ładną cerkwią prawosławną jest stacja paliw i taki plac. Spotykam na nich rodzinę ukraińską i pytam się, czy tu jest przystanek? Kobieta odpowiada, że tu. Odwracam w tym momencie głowę i widzę nadjeżdżający bus do Chustu. Macham. Wsiadam. Jadę. 160hr. Bus ma otwatre wszystkie dachowe włazy i jest straszny przeciąg. A ja jestem zdeka spocony tym szybkim marszem. Przeziębię się w takich warunkach jak nic. Chowam się w miejscu, gdzie wieje najmniej, ale to "najmniej" i tak mnie załatwi. Zakładam komin polarowy, ortalion. Już jest lepiej. Jakaś kobieta patrzy na mnie dziwnie. Ja zaś nie mogę pojąć dlaczego ludzie potrafią wytrzymać w takich przeciągach? Nie pocą się wcale?

Po godzinie jazdy jestem przy dworcu kolejowym w Chust. W kasie pytam się o bus do Synewiru (przez Kołoczawę). Nie jeździ taki. Aha, czyli on taki niezrzeszony - myślę sobie. W takim razie trzeba go złapać gdzieś na trasie. Na pewno jedzie przez Busztyno. A więc do Busztyna, o której odchodzi? Zaraz, właśnie stoi - ten biały. Zrywam się, aby na niego zdążyć, ale kasjerka za mną woła, że u niej trzeba bilet kupić. No to kupuję. 84hr i pakuję się do mikrobusa. Siadam z przodu i plecaka nawet nie ściągam. Raz, że tylny bagażnik już zapchany. A dwa, że to tylko dwie  wsie po drodze. Kierowca z początku miał opory, ale go przekonałem.

Jadąc do Busztyna znów mogłem delektować się z bliska widokiem gór Oasz. Wiem, że się powtarzam, ale to trzeba zobaczyć - z  płaskiej, jak stół Kotliny Marmaroskiej, z poziomu 150-200m n.p.m. wystrzeliwują nagle góry o ostrych szczytach, stożkach niczym wulkany. I cały ten silnie urozmaicony mur wznosi się 400-650m nad powierzchnią kotliny. Czegoś takiego nie ma w Polsce. A na Słowacji ten tatrzański mur wyrastający z dna Kotliny Popradzkiej nie wygląda tak malowniczo. Kotlina Popradzka bowiem nie jest płaska, jak stół.

W Busztynie jestem o 15.40, czyli po 25 minutach. Idę drogą na Tereblę. Upału i tu się nie czuje, choć jest 36 stopni. Może to te piwo bezalkoholowe tak działa? Jednak, jak się człowiek zatrzyma i obróci w stronę słońca, to czuje żar. Woda mineralna z Miżhirji zrobiła się po godzinie ciepła. Po drodze wstępuję do dwóch sklepów. W jednym kupuję chleb i upewniam się, że bus do Synewiru będzie tu o ok. 18-18.30. Co? Dziwi się ekspedientka. Dziś niedziela. Dziś nic nie jedzie. Co?!!! - tym razem ja się mocno dziwię.

No to już wiem, że dziś będę spał pod namiotem gdzieś po drodze. Chyba że złapię stopa. Dokupuję więc jeszcze wody niegazowanej 1,5L na herbatę. W drugim zaś sklepie dokupuję kefir, bo ochota na kefir chodziła za mną od 4 dni. Tak obładowany idę około godziny, gdzie na prawie samym końcu wsi Unihowo/Winihowe widzę fajną, szeroką ławeczkę przed domem. Jej fajność polega na tym, że obok niej rosną drzewa owocowe i dają cień akurat na ławkę. Zatrzymuję się tu i z tego miejsca zaczynam łapać stopa.

Już od początku trasy próbowałem tej sztuki, ale tu asfalt jest równy i wszyscy grzeją grubo ponad 50km/h w terenie zabudowanym. Poza tym nie chcę z plecaka zrobić piekarnika. Idę na północ i cały czas słońce wali w niego. Kombinuję tak -  dziś nie mam szans dotrzeć na piechotę do celu, a więc skoro stopa nie złapię do godziny ok. 18.30 skręcam z szosy w prawo na najbliższą drogę i nią do rzeki Terebla. Nad nią rozbiję gdzieś namiot. Po cichu mam jednak nadzieję, że albo bus jednak przyjedzie albo ktoś mnie podrzuci do Kołoczawy. Niestety, nie. A więc nad rzekę.

Po jakichś 10-15 minutach jestem nad nią. Fajna miejscówka. Na przeciwnym brzegu zabawa, bo tam jest inna spora wieś. Rozbijam namiot, ale bez tropika. Rzeka pięknie szumi i w tym miejscu nurt mocno przyśpiesza. Postanawiam schodzić wodę mineralną w rzece. Buduję brodzik z kamieni i kładę tam butelkę. W międzyczasie robię herbatę. Potem jem kolację i idę po wodę mineralną. Nie ma jej. Odpłynęła do M. Czarnego. Ale jak? Widocznie fala jakaś podbiła butelkę i poszłooo. Fatalnie. Mam tylko jeszcze termos herbaty i 0,7L wody niegazowanej.

Spokojnie Zbychu. Idz zamocz stopy w rzece, to się uspokoisz. Faktycznie. Relaks natychmiastowy. Jakoś sobie poradzę. Do 8 rano wytrzymam. Szkoda, że piwa w sklepie nie kupiłem. Miejscówka fajna, ale ma jeden minus. Tu jest bród na rzece i już cztery terenówki obok mnie wjechały do rzeki. Widok ciekawy, ale spokój bardziej pożądany. O 21.30 podjechał tu jeszcze jeden samochód na chwilę, ale szybko zawrócił. A po nim kwad, który zrobił to samo. Czy oni chcieli tu sobie posiedzieć, czy raczej pokonać rzekę? Nie wiem.

Trochę irytuje mnie to wycie silników w okolicy. Zwłaszcza, że na przeciwnym brzegu odezwały się głośno żaby i inne płazy. Takie dzwięki lubię. Mam tylko nadzieję, że dziś będą tu tak hałasować tylko do ok. 23, bo jutro poniedziałek. Normalnie to na Ukrainie ludzie bawią się minimum do 3 w nocy. W Sławsku, tam gdzie nocowałem, była wywieszona kartka dla turystów, o osobliwej dla nas Polaków treści "Cisza nocna obowiązuje w godzinach 3-7".



tagi: ukraina  karpaty ukraińskie  zakarpacie 

OjciecDyrektor
5 października 2026 03:13
2     263    3 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

saturn-9 @OjciecDyrektor
5 października 2026 05:43

4 godzin snu ? Czy tyle wystarczy ? Ta trzecia godzina to prawie pierwsza czasu normalnego w PL. Da się żyć tym bardziej że turysta zazwyczaj inaczej nakręcony.

Ale z tym nadmiernym poceniem u jednych a u innych brak takowego to osobliwa sprawa. Z perspektywy kilku dziesięcioleci początek takiej przypadłości u siebie wiążę z pewnym zdarzeniem na rowerze. Miałem lat naście. Ślad pozostał w kręgosłupie zwichrowanym.

Komu dokucza L4/L5 ten pewnie ma problemy z Atlasem i Axis. Gdzieś tam jest praprzyczyna późniejszych perturbacji. 

Medycyna nie tylko w Polsce poczyniła niebywałe postępy. Tradycyjnie sekcja zwłok wszystko wykaże.

 

 

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @saturn-9 5 października 2026 05:43
5 października 2026 06:22

Ukraińcy tak mają, że w weekrnd często balują do 3 w nocy (czyli do 2 naszego czasu) l, a nawet dłużej. Jak jest to sobota, to w niedzielę nie wstają przed 9-tą. A jak jest niedziela, to nie wiem, o której wstają w poniedziałki. U nich jest tak, że żaden sklep nie jest czynny wcześniej, niż o 8, a i nawet, jak jest tabliczka, że sklep czynny od 8, to nie ma żadnej gwarancji, że tak będzie w realu. Dostawy realizowane są w godzinach otwarcia sklepu, a nie tak jak u nas, że jeszcze przed otwarciem np. o 5-5.30. 

Takie zwyczaje trzeba znać, aby unikać nocowania w większych obiektach, gdzie na 100% w porze nocnej jest hucznie. 

L4/L5 można zneutralizować regularnymi ćwiczeniami - wtedy nie dokucza..

 

No i w zasadzie to wystarcza przespać jeden pełny cykl, cxyli 3,5-4h. U mnie uest tak, że nie śpię dłużej niż 6h. I nie czuję się niewyspany.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować