-

OjciecDyrektor : Kiedy bogowie zorientowali się, że nie zdołają ukryć wszystkich swoich szwindli, stworzyli ekonomistów.

Bratkowska Wielka - ślisko, zimno, mokro

18 sierpnia, poniedziałek. Dziś zaczynam finałową trasę z Bistricy, przez Wielką Bratkowską, Tatarukę na Opreszę i do Kobyleckiej Polany. Trasa na trzy dni. Ma być bez deszczu.

Po sobotniej burzy i wczorajszym późnowieczornym i nocnym deszczu jestem pełen obaw o stan ścieżek. Idę niebieskim szlakiem na Wielką Bratkowską przez Wowkany - to takie pastwisko na grzbiecie. No i te pastwisko mnie martwi, bo jak pastwisko to i krowy, a jak krowy, to ścieżka krowia, czyli mocno zniszczona przez krowie racice. A dwa dni padało.

Na początek droga wiedzie do wsi Klympuszi. Dobra droga, jezdna, utwardzana, więc problemów żadnych nie ma. We wsi Klympuszi jestem po godzinie marszu, czyli o 8. Tu w lewo odbija moja droga - na słupie znak niebieski, więc nie trzeba sięgać po aplikację mapy.com, aby się upewnić, że dobrze idę.

Droga z początku wije się między domostwami. Jakiś wystraszony pies szczeka na mnie na drodze, ale ucieka za ogrodzenie, gdy jestem już blisko. Przechodzę przez drewnianą, małą kładkę i zaczyna się coś, co mogę określić tylko jako krowi rynsztok. Ścieżka bowiem wiedzie wąskim parowem. Jest bardzo wąska i bardzo błotnista. W miejscach wgłębień, po krowich racicach, stoi woda.

W połowie tej ścieżki już nie wytrzymuję psychicznie, tego błotnistego rynsztoka i wspinam się na zbocze parowu i przechodzę przez ogrodzenie (po obu stronach ścieżka jest ogrodzona), które jest dość wysokie dla turysty z dużym, ciężkim plecakiem. Jestem jednak zdesperowany i przechodzę. Znajduję się na prywatnej łące i idę nią wzdłuż tego rynsztoka. Widzę nawet ścieżkę na tej łące, co oznacza, że już wielu przede mną też nie wytrzymało psychicznie tego bagna - bo błotem to trudno nazwać.

Buty mam całe wysmarowane. No ale na mokrej trawie trochę się czyszczą. Na końcu łąki przechodzę przez ogrodzenie po raz drugi (ale już lżej) i wracam na szlak. Szlak ma jedną, a nawet dwie równoległe nitki - pewnie dlatego, że główna droga ma wiele miejsc błotnistych. Szlak wznosi się spokojnie, bez stromych podejść. Tam, gdzie nie ma błota jest bardzo mokro - trawa, liście drzew.

Najgorsze są jednak młode świerki. Po trąceniu jego gałęzi spada na człowieka istny prysznic zimnej wody. Zaczynam strącać tę wodę, uderzając kijkiem o gałęzie. Idę przez to trochę wolniej, ale za to nie jestem kompletnie mokry, a "tylko" zmoczony. Mówię sobie - byle do tego pastwiska. Potem powinno być już mniej błota.

I faktycznie - za tym pastwiskiem Wowkany błota mniej, a potem nawet można powiedzieć, że wcale. Za to młodych świerków przybyło. Czasem tworzą takie wąskie szpalery i zwyczajnie zaczynam być kompletnie mokry. Ale czuję, że dziś jestem w formie, bo na podejściach wcale się nie męczę i w dość dobrym tempie je pokonuję.

Gdyby nie ta pogoda - jest wilgotno, pochmurno - to szlak byłby nawet ciekawy. Nie ma zupełnie wiatru - całe szczęście. Czym bliżej miejsca biwakowego pod Wielką Bratkowską, tym więcej utrudnień przez powalone drzewa. Wszystko jest śliskie: korxenie, kamienie, a nawet ziemia czasem.

Po pięciu godzinach dochodzę do potoku Bratkiwiec, gdzie spotykam grupkę 6 osób. Biwakują w trzech namiotach i na tyle chyba tylko jest miejsca, bo tu jest las. Grillują coś. Chwilkę rozmawiamy i idę dalej. Zaczyna się prawie 600-metrowe podejście pod Bratkowską Wielką.

Najpierw przekraczam potok i w lewo trawersem. Potem dochodzę do polany.  W miejscu, gdzie jest pole roślin z dużymi liśćmi (nie wiem, jak się nazywają) ścieżka się rozwidla. Właściwa (czyli na Bratkowską Wielką) idzie w prawo, pod górę. Wychodzi na trawy i jest bardzo słabo widoczna, ale dla wprawnego, doświadczonego  turysty jest widoczna. Później, wyżej są miejsca, gdzie jej w ogóle nie widać - gdy zbliżam się do ściany lasu. Ale idę wzdłuż tej ściany lasu i niemal na końcu polany, już dość wysoko, pojawia się wyraźna ścieżka, prowadząca w prawo do lasu. Uff. Trafiłem.

Podchodzę lasem i niedługo potem ścieżka znów się rozwidla. Tym razem trzeba wybrać ścieżkę w lewo, pod górę. Po wejściu tą ścieżką na zbocze/garb, wydaje się, że ona zanika, ale zaraz potem widać, jak skręca mocno w lewo, stromo pod górę. W tym miejscu aplikacja mapy.com nie nadąża. Pokazuje, że idę po bezdrożu, że się pomyliłem, bo wg niej szlak wiedzie wyżej. Nic z tego. Widzę znak niebieski. W końcu po jakiś 200m aplikacja "wyrównuje" swój błąd.

Teraz zaczyna się najstromsze podejście. Ziemia jest śliska. Idzie się ciężko, ale jestem w formie, więc nie zatrzymuje mnie to. Pojawia się kosówka, ale nie ma żadnych utrudnień. Dopiero juz wysoko, gdzie ścieżka się znowu rozwidla i trzeba wybrać tę w prawo, pod górę w kosówkę, pojawiają się dwa lub trzy utrudnienia dla dużego plecaka. Są one krótkie i przez to można powiedzieć, że nieznaczne.

Pod koniec podejścia szlak łagodnieje i prowadzi takim wznoszącym się trawersem na przełęcz pomiędzy Małą a Wielką Bratkowską. Tu już zaczynam czuć wiatr i to dość mocny, a do tego zimny. Jest dużo chmur. Choć nie zakrywają szczytów, to jednak są dość posępne, bo ciemne. Widoczność więc jest średnia.

Do Wielkiej Bratkowskiej jeszcze kawałek drogi, ale ścieżka grzbietowa to relaks - w zasadzie można powiedzieć, że idzie się po płaskim. Do tego stan ścieżki jest znakomity. Idzie się szybko. Pod koniec ścieżka wznosi się, ale nie stromo, pod sam szczyt Wielkiej Bratkowskiej. Po siedmiu godzinach od Bistricy jestem na szczycie. 1788m npm.

Stoi tu krzyż prawosławny i trzy wysokie kopczyki z kamienia. Wieje mocno, więc schodzę trochę na południową stromę, blisko zielonego szlaku, schodzącego ze szczytu na południe na przeł. Okole, oddzelającą pasmo Bratkowskiej od Świdowca. Po 20 minutach słyszę głosy na szczycie. To trójka turystów. Stoją tam na szczycie i głośno gadają. Ale po kolejnych 20 minutach schodzą tym zielonym szlakiem.

Znów cisza, znów jestem sam. No ale i na mnie przyszła pora. Porobiłem trochę fotek, żeby choć pamiątka była, mimo że Wielka Bratkowska nie rozpieszcza dziś pogodą. Zaczynam schodzenie. Bardzo strome schodzenie. Z początku jest łagodnie, ale potem ścieżka spada na łeb, na szyję. Trzeba się asekurować kijkiem, bo jest śliska ziemia. Raz zaliczyłem upadnięcie na tyłek, a raz kilkumetrowy zjazd-poślizg, ale się wyratowałem.

Idę ostrożnie, powoli. Zejście, które liczy sobie w sumie 5km zrobiłem w 2h. Długo, ale ciężki plecak działa na takim zejściu, jak prasa hydrauliczna. Dochodzę do polany, gdzie jest źródło Czarnej Cisy. Czarna Cisa jest większa od Białej Cisy, czyli jestem przy głównym źródle Cisy. Jest obudowane jakąś kamienną ścianą, na której umieszczone są tablice po ukraińsku, węgiersku i rumuńsku.

Na samej polanie spotykam dwie rodzinki. Miejsce piknikowe można powiedzieć, bo są dwie duże altany, a do tego dwa drewniane wigwamy, gdzie można przenocować bez namiotu. Jest jednak taki feler, że drzwi tych wigwamów nie domykają się, a na przełęczy hula mocny wiatr. W efekcie taki wigwam nie nadaje się na nocleg. Chyba, że ktoś ma futro jak tybetański jak.

Rozbijam namiot na północnym krańcu polany, obiok nowiutkich toalet - sławojek (nie ma więc żadnego przykrego zapachu). Tu jestem osłonięty od wiatru. Na południowym krańcu stoi drewniana "widokowa" wieża. Jest to taka wieża, że nic z niej nie widać, bo jest niska. Jaki jest sens budowanie czegoś takiego? To już któraś z rzędu taka niby-wieża. Bezmyślność czy celowa drwina?

Obok tej wieży ustawiono 6-8 drewnianych leżaków. Widać też przy wieży ekipę majstrującą coś. Jest generator. W końcu go uruchamiają pod koniec dnia. Przez bite dwie godziny warkot straszny - spać nie można.

O co tu chodzi? Nie rozumiem Ukraińców i ich podejście do budowania infrastruktury turystycznej. Wszystko trąci niedbalstwem albo bezmyślnością i do tego kompletny brak poczucia estetyki, przez co zamiast budować obiekty dobrze wkomponowane w otoczenie, budują coś, co szpeci miejsce. To nas bardzo różni od nich i w tym widzę przejaw zwycięstwa sowietyzmu. Jeśli Ukraińcy nie nauczą się dbałości o estetykę krajobrazu, to ich miłość do ojczyzny jest tylko pustym frazesem.

Zdjęcia:

https://files.fm/u/edbg8usrfr

1. Widok na Bratkowską Wielką 1788m z grzbietu Połoniny Czarnej w rejonie przełęczy pomiędzy Małą a Wielką Bratkowską

2. Widok z Bratkowskiej Wielkiej 1788m na zachód. Na pierwszym planie, po prawej, jest Gropa 1758m. Zza niej, na horyzoncie widać Popadię 1742m, a na prawo od niej jest Pietros 1702m . Dalej na prawo jest stożkowata Grofa 1748m i stożkowaty Kanusiak Wielki 1642m. Na prawym skraju widać zbocze Łopusznej w masywie Sywulii. Na lewo od Gropy jest Mała Kieputa 1559m i Bert 1670m.  Następnie Strunczul 1630m i jego długie ramię, a potem na najdalszym planie jest Połonina Piszkonia (Negrowiec 1702m). Potem jest Strymba 1719m (ostry stożek) i Streminis 1652m, Pribuj 1546m, Połonina Krasna (Topas 1548m).

3. Dalszy, lewy, ciąg zdjęcia nr 2 (widok z Bratkowskiej Wielkiej na płd i płd-wsch). Na lewo od Topasa 1548m jest dalszy ciąg Połoniny Krasnej, a więc podwójny Syhlański 1564m, Gropa 1495. Klimowa 1492m i Mała Klimowa 1361m, Uhorska 1294m . Na pierwszym planie wudać część długiego północno-zachodniego ramienia Świdowca (Svidova 1424m i Berliaska 1555m)

4. Dalszy, lewy, ciąg zdjęcia nr 5. Na lewo od Worożeskiej 1731m jest Wielki Kotel 1770. Następnie na dalszym planie jest dwuwierzchołkowa Bliźnica 1883m (najwyższy szczyt w Świdowcu). 

5. Dalszy, lewy, ciąg zdjęcia nr 6. Na lewo od Apečki jest Ungarjaska 1707m, wysunięta do przodu Tataruka 1707m, Trojaska 1702m, Geryszaska 1762m, bezimienny szczyt 1715 i Worożeska 1731m

6. Dalszy, lewy, ciąg zdjęcia nr 3 (widok z Bratkowskiej Wielkiej na płd). Trochę tak nie.po kolei te zdjęcia idą, ale tak wyszło tym razem. Na lewo od Berliaski 1555m jest Podpula 1629m, a zza niej wystaje szczyt Tempej 1634m. Na lewo od Tempej jest Wielka Kurtjaska 1621m i Mała Kurtjaska 1644m, a na najdalszym planie, na lewym skraju widać Apečkę 1512m

7. Wersja panoramiczna zdjęć nr 2 (od Małej Kieputy) i 3

8. Widok na wschód z Bratkowskiej Wielkiej. Od lewej: masyw Syniaka (Mały Gorgan 1592m, Syniak 1665m, Chomiak 1541m), na horyzoncie zamglony Beskid Huculski, Steryszora 1719m (ciemna piramida). Po prawej stronie jest zamglona Czarnohora.

9. Inna wersja zdjęcia nr 8

10. Wersja panoramiczna zdjęcia nr 8. Na lewo od masywu Syniaka 1665m jest grupa Doboszanki 1754m, dalej na lewo w dolinie jest wieś Bistrica, a na lewym skraju jest Sywula 1836m. Na prawym.skraju panoramy jest Wielki Kotel 1770m i wystająca zza niego Bliźnica 1883m. Na prawo od zbocza Wielkiego Kotela widoczny jest Pietros Czarnohorski 2020m

11. Widok z Bratkowskiej Wielkiej na północ. Od lewej: w białych chmurach jest Sywula 1836m, Negrowa 1602m, Bojaryn 1678m, Gawor 1551m, Stanimir 1559m, Czortka 1321, a w dole wieś Bistrica. Na prawym skraju widać Wyżnie Skałki 1597m w grupie Doboszanki.

12. Wersja panoramiczna zdjęcia nr 11. Opis - patrz zdjęcie nr 2 i 11. Na prawo od Wyżnich Skałek jest Poleński 1693m, Pikun 1650m i Wedmeżyk 1736m

13. Ultra szeroka panorama z Bratkowskiej Wielkiej na wschód. Na lewym skraju jest Poleński 1693m w grupie Doboszanki. Na prawym skraju jest Tataruka 1707m w Świdowcu

14. Wierzchołek Bratkowskiej Wielkiej 1788m. Między krzyżem a flagą widać całą grupę Doboszanki 1754m. Na lewo od flagi jest Stanimir 1559m, Gawor 1551m, Bojaryn 1678m, Negrowa 1602m, Sywula 1836m (biała chmura). Dalej patrz opis do zdjęcia nr 2

15. Źródło Czarnej Cisy

16. Polana biwakowa przy źródle Czarnej Cisy. Widać wigwamy i zadaszone wiaty. Na lewym skraju stoi wieża "widokowa", z której nie ma żadnego widoku poza polaną

 

 

 



tagi: karpaty ukraińskie  połonina czarna  gorgany  bistrica  bratkowska wielka  czarna cisa 

OjciecDyrektor
5 grudnia 2025 21:09
5     391    2 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

Paris @OjciecDyrektor
6 grudnia 2025 21:28

No  to  uzyl  Pan  ,,dobrego,,  w  tej  Klympuszce  !!!

 

Ale  widoki  piekne.

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @Paris 6 grudnia 2025 21:28
6 grudnia 2025 21:37

To było coś strasznego. Szedłem już w różnym błocie, ale czegoś takiego jeszcze nigdy nie widziałem. Jakbym po rozkładających się trupach chodził

  

zaloguj się by móc komentować

Paris @OjciecDyrektor 6 grudnia 2025 21:37
7 grudnia 2025 10:11

Oh  la  la,...

...  to  dobrze,  ze  Pan  zaryzykowal  i  wyszedl  na  te  prywatna  posesje,  bo  mogloby  sie  to  skonczyc  bardzo  nieciekawie  !!!

zaloguj się by móc komentować

goldstone @OjciecDyrektor
7 grudnia 2025 12:44

zdjęcie 15, dobre zdjęcie dokładnie opisujące co opisałeś taki nieestetyczny rozpierdziel...
zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @goldstone 7 grudnia 2025 12:44
7 grudnia 2025 12:59

Kolejny przykład estetycznego  koszmaru jest w "dzisiejszej" notce "Tataruka - Kurpyn. Świdowiec inną drogą". Ta notka przez pomyłkę została opublikowana w piątek rano i po paru minutach ją ukryłem, gdy zorientowałem się w pomyłce. No ale jak ją "9dtsjniłem", to pojawiła się i tak przed tą tutaj notką. Trzeba więc tę "dzisiejszą" notkę szukać poziom niżej...:)

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować