A miało być lekko
Sobota, 27.06.26. Budzę się o 5 i wychodzę z namiotu. Akurat wschodzi słońce. Pomarańczowe. Ale szybko zamienia się w białą kulę i nie ma już co patrzeć. Pakuję sprzęty. Rosy wcale nie było. Tropik suchy zewnątrz i wewnątrz. Ta otwarta "bramka" pomaga przed skraplaniem się ludzkiego ciepła. Ale to ma sens tylko wtedy, gdy noce są ciepłe i nie ma wiatru. W zimne noce takie coś, to ogromny dyskomfort termiczny.
Jem spokojnie śniadanie. Zastanawiam się, czy dziś też będzie kryzysowo się chodziło? Wyruszam o 8. Mam jakieś 0,7L wody, ale nie schodzę po wodę na polanie przed górą Zwir. Jest słupek informacyjny w miejscu, gdzie odchodzi ścieżka w dół do źródła i dalej do wsi Riczka. Wodę mam zamiar dobrać później, po drodze. Nie ma prawie wcale wiatru, więc słońce się odczuwa dotkliwie. No ale jestem póki co wypoczęty.
Przed zalesionym szczytem Opołonek odbija w lewo wąska, ale wyraźna ścieżka. Już wiem, że to trawers. Dalej zobaczę potwierdzenie tego - znak szlaku czerwonego. Wg mapy Hutyraka jest tu źródło z ciekiem wodnym. Ciek wodny jest jednak tak mizerny, że nabranie litra wody zajęłoby ogrom czasu, a i tak bez budowania tamy by się nie obeszło.
Za szczytem Opołonek, z trawersu, otwierają się urocze widoki na Połoninę Piszkonia, Połoninę Kuk, Kamiankę i okoliczne szczyty. Układ pasm jest z tego miejsca piękny z rana. Wieczorem może już inaczej to wyglądać. Obniżam się na niską przełęcz Prislip 937m. Stoi tu kamienny cokół, a na nim kamienny krzyż. Grób czy jakieś wotum dziękczynne? Nie wiem.
Za tą przełęczą, na podejściu jest kolejna szansa na dobranie wody. Po podejściu, na wypłaszczeniu widzę przed sobą dwie ludzkie sylwetki schodzące w lewo. Dochodzę do tego miejsca i widzę dwie dziewczyny siedzące na trawie, a w dole dwóch chłopaków. W mig się orientuję, że poszli po wodę. Schodzę po trawie jakieś 20m i pytam się ich o stan źródła. Małe, ale woda czysta. Faktycznie. Malutkie wgłębienie wśród traw. Dość płytkie, ale kubkiem spokojnie można nabrać wodę. Najważniejsze, że nie ma na powierzchni "fusów". Napełnianie dwóch 1,5L butelek idzie więc szybko.
Jak zwykle wydawało mnie się, że wziąłem za dużo i jak zwykle ostatni łyk wody pociągnąłem w Miżhirji. Bo do Miżhirji dziś schodzę. Nie będę ciągnął aż za połoninę Kuk, bo wtedy nie kupię startera ukraińskiej karty - to raz. A dwa - jutro jest niedziela, a w Miźhirji jest grekokatolicka cerkiew.
Dosalam wodę solą kamienną, by miała dobry smak i w drogę. Za trawersowanym szczytem Prislip otwierają się widoki na dalszą część trasy. Miłe połoninki o niewielkich różnicach wzniesień. Ale za nimi widzę potężny stożek połoniny Kuk, a przed nią też wysoki wał. Będzie jednak dziś mocne podejście.
Za szczytem Kamianka czuję, że mi stopy zaczynają boleć. Ściągam buty, ściągam skarpety i patrzę na stopy. Bez obtarć, ale skóra miękka, bo skarpety wilgotne. Powinieniem zawsze z rana zakładać suche skarpety pierwszej warstwy. Dotychczas skarpety z poprzedniego dnia "dosuszałem" śpiąc w nich. Od teraz to zmieniam. Dosuszać będę, ale z rana zakładać będę całkowicie suche.
Zakładam suche skarpety, a te wilgotne na agrafki przypinam do plecaka - będą się suszyć w trakcie marszu. Jeszcze naklejam na bolące miejsca paski taśmy izolacyjnej, bo to najlepiej pomaga przy takich dolegliwościach i ruszam. Przechodzę pod linią wysokiego napięcia i zaraz za nią droga spada bardzo stromo. Co to? Zgubiłem drogę? Nie. Cały czas idę na południe. To jak to tak? Na mapie Hutyraka nie widać aż tak dużego spadku. A tymczasem schodzę poniżej 900m.
Otwiera się przede mną "piękny" widok - dalsza droga na szczyt 1202m (bez nazwy) przed połoniną Kuk. Droga ta bardzo, ale to bardzo przypomina podszczytową ścieżkę na Stoja. Idę bez zatrzymanki, ale czuję się tak, jakbym stracił wszystkie siły. Idę tip-topkami z największym wysiłkiem. Pot zalewa mi oczy. Pot jest słony, więc oczy szczypią, ale jakikolwiek ruch ręką wytrąciłby mnie z tej wspinaczkowej "hibernacji" i zwyczajnie bym się zatrzymał. A wtedy męczarnia byłaby jeszcze większa. Wreszcie to przeszedłem. Masakra. Nadal jest pod górę, ale po tej "ściance" czuję ulgę, że mogę iść choć trochę lżej. Pod koniec jest jeszcze jeden stromy odcinek, ale nie taki, jak "pakiet startowy". Tę stromiznę można było ominąć trawersem, który szedł od północnej strony z przełęczy. Jednak zwyczajnie nie chciało mnie się odwalać bylejakości.
Widok z tego bezimiennego szczytu (1189m) jest ładny. Zaraz za nim będę schodził znaną mi już drogą, bo rok wcześnirj byłem na lekko na połoninie Kuk. Dziś na nią nie wchodzę, bo fotki z niej zrobione rok temu są znakomite, a dziś widoczność średnia. Za pierwszym zejściem robię sobie popas i zjadam produkt strategiczny - wędzoną słoninę. Bez niej nie dojdę do Miżhirji. Już wypiłem 1,5L wody. Mam jeszcze drugie 1,5L, ale bez słoniny nic mi to nie da.
Zmieniam trochę plan i nie idę czerwonym szlakiem przez Munczel 1248m, bo tam za nim jest bardzo śliska droga, a niżej śliskie kamienie. Mogę się przewrócić, a na pewno zaoram stopy. Wybieram trasę na około Munczela. W połowie lub 2/3 podejścia na niego odbija w lewo trawers, którym schodzi się do wsi Sopky. Tuż przed tą wsią w prawo odbija droga, która,pokonuje dwa niewysokie poprzeczne grzbiety i wpada do doliny potoku Żeleznikowiec. Trasa ciut dłuższa, ale wydaje się być spokojniejsza.
Póki co jednak jestem przed podejściem na Munczel. Ta pierwsza część podejścia jest bardzo bardzo stroma. Przeżywam dziś po raz drugi to samo, co na finałowym podejściu na Stoj. Po słoninie jednak siły są. Zaczynam trawers Munczela. Na mapie Hutyraka jest to niby szlak żółty, ale nie zdążyli jeszcze namalować ani jednego znaku. Zresztą nie trzeba, bo problemów nawigacyjnych nie ma tu żadnych. Szeroka, dobra droga. Jedynie na stromszych zejściach jest pełno krzywych kamieni. Ale to norma tutaj na Ukrainie.
W końcu jestem po godzinie czasu - od początku trawersu - przy wsi Stopky. Wszystko się zgadza z mapą. Jedynie po przekroczeniu potoku i podejściu na drugi grzbiet zmyliłem drogę, bo skręciłem w prawo pod górę. Na szczęście niedługo potem droga zrobiła się zdeka rozmyta, więc szybko zorientowałem się, że to droga "po drewno". Na przełączce na drugim grzbiecie spotykam kobietę zbierającą jagody. Radzi mnie iść grzbietem, a nie doliną do Miżhirji, bo w dolinie idzie się przez wodę. Mam już bardzo duże doświadczenie w chodzeniu przez wodę, więc ignoruję to ostrzeżenie. Zresztą nie uśmiecha mnie się wspinaczka 130m i potem bardzo strome zejście. Schodzę więc do doliny potoku Żeleznikowiec.
Droga z początku jest zdeka mocno zerodowana, czyli środkiem idzie głęboka rynna. Potem pokonać trzeba zwalone drzewo. Myślę z niepokojem, że ta droga być może będzie kolejną Wielką Pardubicką. No ale później się poprawiło, choć spora część drogi to takie kocie łby. Jest ok. 7 brodów, ale tylko dwa można uznać za poważne i nie ze względu na stan wody (bo jest niski), ile ze względu na bardzo śliskie kamienie. Turysta w tenisówkach poradzi tu sobie jednak w miarę spokojnie. Droga niby bez problemów, ale ja czuję się coraz bardziej zmęczony. Miało być dziś lekko, a mam wrażenie, jakbym chodził cały dzień po gorganie. To te strome zakarpackie drogi i to, że one są zawsze krzywe.
Tuż przed ujściem potoku do tzeki Rika robię 30min. popas. Zostawiam sobie jeszcze szklankę wody na finalowy odcinek do Miżhirji. W zasadzie przechodzę go bez przygód, choć duże kałuże spowalniają marsz. O 17 jestem w centrum Miżhirji. Najpierw rozpytuję się, gdzie tu można dziś w sobotę o tej porze kupić starter? W "Kopijniczce". Idę tam. Kupuje za ok. 50hr starter i proszę o pomoc w zainstalowaniu. Zarejestrować numer można kodem QR (fatalna sprawa, bo aplikacja ze skanerem u mnie chyba nie działa) lub poprzez aplikację operatora. Instaluję aplikację. Daję sprzedawczyni fon, ale okazuje się, że jest kolejna przeszkoda. Pakiet, który mnie interesuje można zakupić tylko poprzez płatność mobilną. Gotówka nie wchodzi w grę - to jest właśnie Kijivstar. Nie wiem jak Vodafone. No ale nie mieli Vodafone. Mam więc kartę, ale nic mi to nie daje, bo muszę znaleźć człowieka, który mi kupi mobilnie pakiet, a ja mu dam gotówkę. Chore to, ale co zrobić. Mam teraz dwie karty w fonie i na razie nadal lecę na polskiej, ale internet jest słabszy.
Po zakupie startera idę główną drogą na południe, bo tam na obrzeżach Miżhirji jest jakaś turbaza. Po drodze jest Rukawiczka. Wchodzę do niej, bo muszę coś wypić natychmiast. Tym czymś była maślanka. Potem jeszcze loda zjadłem. Kupiłem też kawałek sera, keczup, dwa piwa, wodę i dwie słodkie bułki. I wszystko to kosztowało 400hr, czyli 36zł. Ceny wyższe, niż w Polsce (poza piwem). Rukawiczka wszystko ma droższe o 50%, no ale akurat ona była najbliźej na mojej trasie.
Dochodzę do turbazy. W środku, na terenie turbazy siedzi dziadek z laską. Niedobrze - pomyślałem. Pytam się go, czy można w turbazie nocować? Nie. Odkąd wojna się zaczęła, to turbaza zamknięta. Pokazuje mi jakiś biały domek przy głównej drodze ok. 150-200m dalej. Ale patrzę, że tuż przy turbazie jest coś jak pensjonat. Idę tam. Dzwonię do furtki. Otwiera się. Wchodzę na schody i pytam się o nocleg. Odyn? Tak Odyn, a nawet Ojdyr. 900hr. Ok, biorę.
Prowadzą mnie do oddzielnego budynku. Pokój schludny, łazieńka także. Jest lodówka, czajnik elektryczny, aneks kuchenny, mikrofala. Za 72zł to jest tu w miarę luksusowo, jak na Ukrainę. Zresztą i tak muszę się odświeżyć po 4 dniach marszu. Zastanawiam się od czego zacząć? I najpierw zaczynam od wypicia piwa. Wspaniale się pije i wspaniale się czuję. Wszystko się ułożyło w głowie i działam. Najpierw czyszczenie butów i stuptutów. Potem wywalenie wszystkiego z plecaka i rozłożenie śpiwora, aby się podsuszył (bo on też nabiera z zewnątrz wilgoć z ciała). Potem kąpiel, mycie włosów. Następnie herbata i posiłek. W końcu drugie piwo - Lwiwskie jasne "swytłe". Nie czuję senności. Siedzę tak sobie do północy. W końcu kładę się. Jestem totalnie zrelaksowany.
Zdjęcia:
https://files.fm/u/htt84anrs6eej3yw
1. widok z trawersu szczytu Opołonek - po prawej polana przełęczy Prislip, szczyt Prislip, Kamianna, Połonina Kuk i na lewo od niej Gorgany
2. wersja panoramiczna zdjęcia nr 1
3 wersja zbliżeniowa zdjęcia nr 1
4. źródło poniżej czerwonego szlaku
5. Połonina Kuk ze szcxytu 1189m
6 wersja zbliżeniiwa zdjęcia nr 5
tagi: ukraina borżawa miżhirja
|
|
OjciecDyrektor |
| 3 października 2026 05:55 |
Komentarze:
|
zkr @OjciecDyrektor |
| 3 października 2026 06:10 |
Kapitalne widoki!
Widze, ze granica lasu (nie wiem czy dobrze to nazwalem) dociera wysoko.
Co to za drzewa? Kosodrzewina, swierk?
|
|
OjciecDyrektor @zkr 3 października 2026 06:10 |
| 3 października 2026 06:38 |
To wszystko świerki. Wysokość do 1200m więc żadna tam wysokość. Ale zarastają polany i grzbietowe połoniny - to fakt.
|
saturn-9 @OjciecDyrektor 3 października 2026 06:38 |
| 3 października 2026 06:58 |
Świerk dominuje ale jakieś liściaste też się przecież pojawia. Ta monotonia gatunkowa to jednak za sprawą planowania przestrzennego. Natura jeszcze moc swoją objawi.
Gdy nagle front mokrych wiatrów z zachodu zderzy się z mroźnym wiatrem wschodu to ...
Oj biada, biada nastanie.
Świerkom rychła śmierć. Kornik czy inny pośrednik w obiegu też się pokrzepi.
Fakt. Widoki oko cieszą.
|
saturn-9 @OjciecDyrektor |
| 3 października 2026 07:17 |
Czy nie ma jakiejś innej formuły tajemnej masa ciała + "woda i sól" aby uniknąć dźwigania garbatego odniesienia półtorej i jeszcze raz w sumie to banalne trzy litry no ale co się "Odyn" napocił to jego.
Tuaregowie mniej piją.
|
|
OjciecDyrektor @saturn-9 3 października 2026 07:17 |
| 3 października 2026 08:05 |
Gdy jest suche powietrze to zawsze nie chce się tyle pić. Poza tym gdybym przemierzal te góry na wielbładzie, to wystarczyłoby mi zaledwie jedno piwo...:).
Formuly nie ma. Codziennie człowiek inaczej się czuje. Czasem zdarzy sie 2-3 dni z potężna mocą, ale i tak pojawią się dni ze słabszą. Człowiek to nie maszyna. Poza tym nigfy nie ma identycznych tras w górach. Na ultra-matsyonach ludzie kombinują nieustannie z plynami..a to wida+miód+ sok z cytryna, a to cos innego. I nikt nie odkrył złotego środka na zmeczenie
|
goldstone @OjciecDyrektor |
| 3 października 2026 10:13 |
Ten tryb tip top wspomniałeś o tym w wcześniejszych wpisach ale jakoś nie przywiązałem uwagi, a tu okazuje się że nawet nie można potu zetrzeć z twarzy...
|
|
Andrzej-z-Gdanska @OjciecDyrektor |
| 3 października 2026 10:38 |
Ładnie "kopczyki". Tekst też ciekawie napisany. "Pokazały się", gdy wyłączyłem antywirusa. ;)
|
|
OjciecDyrektor @goldstone 3 października 2026 10:13 |
| 3 października 2026 11:20 |
Sklepowa maślanka nie powoduje "awarii". W tym sezonie w zasadzie nie miałem takich przygód poza jednym dniem. No ale były inne...:)
|
|
OjciecDyrektor @Andrzej-z-Gdanska 3 października 2026 10:38 |
| 3 października 2026 11:22 |
No antywirusy blokują wszystko. Zresztą gdybym umiał wrzucic bezposrednio w tekst zdjęcia, to botka dlugo by się odpalała, bo często zdjecia maja po 3-5 MB i jak wrzuciłbym takich 20-30, to robi się obciążenie.
|
Szczodrocha33 @OjciecDyrektor 3 października 2026 08:05 |
| 3 października 2026 15:00 |
" I nikt nie odkrył złotego środka na zmeczenie"
Złotego środka na zmęczenie faktycznie nie ma, ale polecam:
Jak się ołażę po górach i jestem obolały i zmęczony, robię sobie ciepłą kąpiel w wannie z dodatkiem tej soli, 20 minut namoknę, potem
na przemian ciepły i chłodny prysznic.
I jestem świeży jak nie przymierzając pupka noworodka.
|
Szczodrocha33 @OjciecDyrektor |
| 3 października 2026 15:10 |
"Wchodzę do niej, bo muszę coś wypić natychmiast. Tym czymś była maślanka. Potem jeszcze loda zjadłem. Kupiłem też kawałek sera, keczup, dwa piwa, wodę i dwie słodkie bułki."
Jak dla mnie Ojcze to zestaw szokujący.
Po czymś takim to pogoniłoby mnie zaraz w krzaki.
Ja sobie strzelam na wędrówce
Uzupełniam elektrolity i mogę dalej drałować.
|
|
OjciecDyrektor @Szczodrocha33 3 października 2026 15:00 |
| 3 października 2026 18:34 |
Na zmęczenie PO WEDRÓWCE niezawodne jest piwo. Żadne magnezy i inne pierdoły. Na zmeczenie W TRAKCIE marszu prosze coś pidać skutecznego.
|
|
OjciecDyrektor @Szczodrocha33 3 października 2026 15:10 |
| 3 października 2026 18:35 |
Po co to pić? Najlepsza jest woda mineralna z 4g soli kamiennej na każde 1,5 L
|
zkr @Szczodrocha33 3 października 2026 15:10 |
| 3 października 2026 19:02 |
Zgoda z OD. Chemia. Zawiera sukraloze. Podobno bezpieczna.
No i acesulfam K. Podobno tez bezpieczny.
Smacznego :)
Jezeli nie chce Pan wody z sola jak proponuje OD to mozna ayran. Swietny, solony jogurt. Zawiera bakterie probiotyczne. No i po wysilku porcja bialka tez sie przyda.
U nas coraz bardziej popularny a za Kaluza na pewno tez jest dostepny (albo jakies greckie czy inne bliskowschodnie odpowiedniki).
|
zkr @zkr 3 października 2026 19:02 |
| 3 października 2026 19:09 |
P.S. Nie chce straszyc slodzikami ale
12 800 osób i 8 lat badań. Naukowcy orzekli: rujnują mózg, pogarszają pamięć
|
|
OjciecDyrektor @zkr 3 października 2026 19:02 |
| 3 października 2026 19:11 |
Ale wypicie nabiału w trakcie wysilku powoduje drastyczne zwiększenie zmęczenia. Już to przerabiałem. Odradzam jogurty, mleko, śmiaty, kefiry - one tylko po skończonym wysiłku. To samo z sokami owocowymi
|
|
OjciecDyrektor @zkr 3 października 2026 19:09 |
| 3 października 2026 19:13 |
Słodzę wszystko TYLKO miodem.
|
zkr @OjciecDyrektor 3 października 2026 19:11 |
| 3 października 2026 19:44 |
> Ale wypicie nabiału w trakcie wysilku powoduje drastyczne zwiększenie zmęczenia.
Ciekawa uwaga. Nie myslalem o tym. Ale rzeczywiscie trawienie bialka to wydatek energetyczny dla organizmu.
Cos w tym.
Nie bede sie wymadrzal to musialby wytlumaczyc ktos kto przerabial fizjologie.
|
|
OjciecDyrektor @zkr 3 października 2026 19:44 |
| 3 października 2026 21:27 |
Z nabiału jedynie ser żółty nie osłabia w trakcie wysiłku.